– Swoich bronimy jak twierdzy, jak podczas meczu bramki strzegł Xavier Dziekoński i cała obrona – powiedział Wiktor Długosz, skrzydłowy Korony Kielce po zwycięskim spotkaniu w Radomiu.
„Żółto-czerwoni” pokonali Radomiaka 2:0. W pierwszej połowie gole zdobyli Wiktor Długosz i Marcel Pięczek. W tej części świetnie między słupkami spisywał się również Xavier Dziekoński. Po przerwie podopieczni Jacka Zielińskiego skupili się na obronie. – Tymi dwiema bramkami ustawiliśmy sobie mecz. Później kontrolowaliśmy spotkanie przez niską obronę. Cierpieliśmy, ale wszystko przebiegało tak, jak chcieliśmy. Dobrze rozegraliśmy ten mecz taktycznie. Czekaliśmy na kontrataki. Mogliśmy ukłuć na trzy i cztery. Swoją postawą zasłużyliśmy, aby wygrać – wyjaśniał Wiktor Długosz.
Bardzo ładną bramkę strzelił Marcel Pięczek, który w polu karnym zachował się jak rasowy napastnik. Do tego dołożył bardzo dobrą grę w defensywie. – Ta wygrana bardzo cieszy. Jest ważna dla kibiców. Zrehabilitowaliśmy się po porażce z Zagłębiem. Zagraliśmy na zero z tyłu. Było dużo sytuacji stykowych. Rywale zepchnęli nas do niskiej obrony. Każdy z chłopaków zostawił serducho na boisku. Pokazaliśmy charakter i wybroniliśmy każdą sytuacje – tłumaczył.
Po spotkaniu doszło do nieprzyjemnych sytuacji, sprowokowanych przez gospodarzy. Na boisku pojawił się kibic, który popchnął Tamara Svetlina. W obronie kolegi stanęła cała drużyna. Kilka chwil później z trybun poleciały różne przedmioty. Jedna z butelek trafiła w głowę Michała Siejaka, powodując rozcięcie. – Cieszę się z takiej reakcji chłopaków. Jak ktoś gra z Koroną, to trochę dłużej żegna się z rodziną. To naturalna reakcja. Stoimy za swoimi. Kiedy biją jednego, to reszta rusza, aby go obronić. To, że inni nie potrafią przypilnować, żeby kibice nie wchodzili na boisko, to już nie jest nasz problem. Swoich bronimy jak twierdzy, jak podczas meczu bramki strzegł Xavier i cała obrona – tłumaczył Wiktor Długosz.
Radomiak milczy w sprawie pomeczowych wydarzeń. Próbowaliśmy skontaktować się z rzecznikiem prasowym, prezesem Sławomirem Stempniewskim i właścicielem Grzegorzem Gilewskim. Bezskutecznie.
Głos zabrał tylko kapitan radomskiej drużyny Rafał Wolski, który zamieścił wpis w mediach społecznościowych.
„Jako kapitan chcę jasno powiedzieć: to, co wydarzyło się po meczu, nie powinno mieć miejsca. Nasi kibice są naszym wsparciem, ale nikt – ani zawodnik, ani kibic – nie powinien przekraczać granic. Emocje są częścią piłki, jednak nigdy nie mogą prowadzić do przemocy. Wszyscy reprezentujemy ten klub i musimy dbać o jego wizerunek – na boisku i poza nim”, napisał pomocnik na swoim Instagramie.







