– Porażka, która zawsze boli. Trzeba powiedzieć, że Lech był zespołem lepszym piłkarsko. Mieli więcej jakości i to zdecydowało. Przyspieszali, kiedy chcieli. Nie mogliśmy im przeszkodzić. Szczególnie w pierwszej połowie. W przerwie zrobiliśmy retusze, chociaż zostawiliśmy personalia. Gonienie 0:2 z takim rywalem jest ciężkie. Ta porażka może dać nam wiele. Punkty musimy zdobywać w kolejnych spotkaniach, z innymi rywalami – powiedział Jacek Zieliński, trener Korony Kielce, po przegranym meczu z Lechem Poznań.
„Żółto-czerwoni” ulegli drużynie z Wielkopolski 1:2. Mistrz Polski miał dużą przewagę w pierwszej połowie, którą udokumentował golami Aliego Gholizadeha i Antonio Milicia. Na początku drugiej części gola kontaktowego zdobył Mariusz Stępiński, ale „żółto-czerwonym” zabrakło konkretów, aby pokusić się o zgarnięcie choćby punktu. – Pierwsza połowa była jedną z najlepszych, którą rozegraliśmy w tym sezonie. Pod każdym względem: jak wyglądaliśmy z piłką przy nodze i bez niej. To był bardzo wysoki poziom. Zasłużyliśmy na dwie bramki. Gole zmieniają obraz meczu. Tak wydarzyło się po stałym fragmencie Korony. Zaczęliśmy się trochę wahać, kiedy rywale podchodzili wyższym pressingiem. Przez pewien moment trzęsły nam się nogi, ale podjęliśmy walkę. Musimy wziąć pod uwagę, że w czwartek graliśmy mecz w pucharach. Cała logistyka była skomplikowana, dlatego jeszcze mocniej doceniamy to zwycięstwo – tłumaczył Niels Frederiksen, trener Lecha.
Korona w pierwszej części zagrała zbyt bojaźliwie. – Nie byliśmy sobą. Nie poznawaliśmy niektórych chłopaków. Nie realizowaliśmy tego, co zakładaliśmy. Największym problemem jest to, że w meczach u siebie nie potrafimy zagrać dwóch równych połów pod względem piłkarskim i intensywności. Musimy to zmienić – wyjaśniał Jacek Zieliński, który przyznał, że jego podopieczni popełniali zbyt dużo błędów w wyprowadzaniu akcji. – W pierwszej połowie źle otwieraliśmy akcje. Braliśmy się za dziwne rozgrywanie od tyłu przez Kostasa, który nie był do tego przewidziany. Jeśli Lech wychodził z fazami przejściowymi, to było aż miło patrzeć, mówię to jako trener.
Całe spotkanie na ławce rezerwowych spędzili Dawid Błanik i Stjepan Davidović. – Dawid i Stjepan byli przewidziani do zmiany, ale pierwszy po rozgrzewce zgłosił uraz pleców. W końcówce zdecydowaliśmy się na Nono, bo on zawsze daje dużo energii – wyjaśniał szkoleniowiec „żółto-czerwonych”.
– Zabrakło większej agresji i podejścia wyżej do Lecha. Oni mają bardzo dużo jakości, którą pokazali. W drugiej części przekonaliśmy się, że jeśli podeszliśmy wyżej, to mieliśmy swoje okazje i oni mieli więcej problemów. Za mało było czystej piłkarskości z naszej strony. Zbyt mało utrzymywaliśmy się przy piłce, a w trzeciej strefie to już w ogóle. W pierwszej połowie nie stwarzaliśmy w ogóle zagrożenia, co jest najgorsze – przyznał Marcin Cebula, pomocnik „żółto-czerwonych”.
Korona ma na koncie 30 punktów i zajmuje ósme miejsce. Lech ma pięć oczek więcej i wywindował się na pozycję wicelidera. W sobotę „żółto-czerwoni” zagrają z Motorem w Lublinie.
fot. Mateusz Bartkiewicz







