– Porażka, która bardzo boli. Muszę pogratulować gospodarzom ważnego zwycięstwa. Sami sobie zgotowaliśmy ten los – powiedział Jacek Zieliński, trener Korony Kielce po przegranym meczu z Motorem Lublin.
„Żółto-czerwoni” zagrali fatalną pierwszą połowę, co w pełni wykorzystali gospodarze po golach Jacquesa Ndiaye i Karola Czubaka. – Niefrasobliwość w obronie w pierwszej połowie była duża. Przy dwóch bramkach zachowaliśmy się jak dzieci we mgle. Słynęliśmy z tego, że nasza defensywa była solidna: bardzo dobrze broniliśmy dośrodkowań, pola karnego. Do tego słabe zbieranie drugich piłek, co napędzało Motor – wyjaśniał Jacek Zieliński.
Po zmianie stron kielczanie wyglądali o niebo lepiej. Stworzyli kilka dogodnych sytuacji, ale przeszkodą nie do przejścia był golkiper gospodarzy Ivan Brkić. – W drugiej połowie, po przegrupowaniu się i przejściu na grę dwójką napastników, wyglądało to dużo lepiej. Brkić miał dzień konia. Bronił wszystko, co było możliwe. Podejrzewam, że gdybyśmy grali do 23, to też nic by nie wpadło. Wracamy rozczarowani. Taka jest piłka – tłumaczył szkoleniowiec „żółto-czerwonych”.
Po raz pierwszy w wyjściowym składzie zagrał Simon Gustafson. Mówiąc delikatnie, Szwed nie wyglądał najlepiej. – Podjąłem taką decyzję. Simon Gustafson przyszedł tutaj, aby grać i nam pomóc. Trenuje już dłuższy czas. Idąc tym tokiem rozumowania, to szukamy winnych? Wiem, że zazwyczaj zaczynał Martin Remacle, ale mamy trzech dobrych środkowych pomocników. Druga połowa pokazała, że mogą zagrać obok siebie. Zdaję sobie sprawę, że to nie był rewelacyjny występ Simona. Dajmy mu jeszcze trochę czasu. To będzie pożyteczny zawodnik. W pierwszej połowie on i cała drużyna nie zagrali na swoim poziomie. Druga część wyglądała lepiej, ale za wrażenia artystyczne nie ma punktów – mówił Jacek Zieliński.
Korona po raz kolejny w drugiej części sezonu rozegrała dwie odmienne połowy. – Gdybyśmy wiedzieli, dlaczego znów gramy dwie różne połowy, byłoby łatwiej, ale to nie takie proste. Zastanawiamy się, z czego to wynika. To trzecie takie starcie. Doktor Jekyll i mister Hyde. To dwie twarze tej drużyny. Musimy coś z tym zrobić. Już rozmawialiśmy o tym w szatni pod kątem spotkania z Termaliką. Tam musimy mieć jedną, konkretną twarz i mam nadzieję, że tak będzie – zakończył szkoleniowiec.
Korona ma na koncie 30 punktów i spadła na dziewiąte miejsce. W przyszłą sobotę zagra u siebie z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza.
fot. Mateusz Bartkiewicz








