Przeczytaj także
Przed Koroną Kielce jedno z najważniejszych spotkań w rundzie wiosennej. W niedzielę podejmie na Exbud Arenie Arkę Gdynia. Zwycięstwo pozwoli złapać duży oddech, porażka spowoduje bezpośrednie przybliżenie się strefy spadkowej. – Bez względu na sytuację we wcześniejszych meczach, spotkanie z Arką i tak jawiłoby się jako bardzo ważne. Nic się nie zmienia. Chcemy i musimy wygrać – powiedział trener Jacek Zieliński.
Po ostatniej porażce w Szczecinie „żółto-czerwoni” spadli na 12. miejsce. Mają 33 punkty – o trzy więcej od swojego najbliższego rywala, który plasuje się na 15. lokacie, czyli tuż nad strefą spadkową.
Po meczu z Pogonią można było usłyszeć głosy o nerwowej atmosferze w kieleckim zespole. Pojawiły się nawet sygnały, że starcie z Arką może zdecydować o posadzie Jacka Zielińskiego. – Nie było niczego takiego, że w Koronie było mocno nerwowo po meczu. Myślę, że to doniesienia medialne. Nie wiem, skąd wyssane. Tak zwykle jest po przegranych spotkaniach. Jeśli chodzi o drugi człon pytania, to pozwolą państwo, że nie skomentuje tego – powiedział Jacek Zieliński, który otrzymał pytania o swoją przyszłość.
Arka to drużyna, która znajduje się niżej w tabeli i jest jednym z zespołów bijących się o utrzymanie. Podopieczni Dawida Szwargi mieli problemy z punktowaniem na wyjazdach. Ostatnio przełamali się jednak w Płocku. – Każdy przeciwnik, z którym nie gramy, to niewdzięczny rywal. Każdy gra o podobne cele. Nie dzieliłbym zespołów. Każdy rywal jest trudny. Arka jest wymagająca, jeśli chodzi o strategię gry. Prezentują się dobrze w obronie. Potrafią oddać piłkę przeciwnikowi. Nie mamy zbyt dużego marginesu błędu. Każdy mecz musimy zagrać jak o życie – wyjaśniał szkoleniowiec „żółto-czerwonych”.
W ostatnich meczach gra Korony wyglądała słabo. Mocnym punktem były stałe fragmenty. Kielczanie dużo czasu spędzili jednak w niskiej obronie. W najbliższym spotkaniu styl również może zejść na dalszy plan.
– Nas bardziej będzie rozliczało się za dorobek punktowy, a nie za styl gry. Nie ukrywam, że boli nas wiele rzeczy. Nad wieloma z nich trudno jest przejść do porządku dziennego. Błędy kosztują nas bardzo dużo. W tym tygodniu dużo pracowaliśmy nad mentalem drużyny, nad poprawą tego, co nie funkcjonowało – przekonywał Jacek Zieliński, który zaznaczył, że w wyjściowym składzie może dojść do zmian.
– Trener nigdy nie jest zadowolony ze swoich wyborów personalnych. Zwłaszcza po meczu każdy jest mądry i wie, że można było zrobić coś inaczej. Zawsze jest możliwość, że zespół będzie wyglądał inaczej – tłumaczył.
W ostatnich meczach w wyjściowym składzie wybiegał Simon Gustafson. Raz nawet na pozycji numer 10, gdzie zwykle oglądaliśmy szybkich zawodników. Na razie Szwed nie spełnia pokładanych w nim nadziei.
– Niektóre głosy, to szukanie winnych w jego osobie. Czytam, co dzieje się dookoła. Wszyscy przez różne przypadki odmieniają jego temat. Z jakiego powodu? Wiadomo, nie daje jeszcze takiego poziomu, jaki byśmy chcieli. Wiem o tym. Nie róbmy z niego kozła ofiarnego. To, że słabiej wyglądamy i punktujemy to kwestia dyspozycji stałego zespołu. W rundzie jesiennej po stałych fragmentach straciliśmy dwie bramki. Z Pogonią i Zagłębiem aż cztery. Gustafson jest podany na tacy. Zapalmy stos i go spalmy. Myślę, że to lekka przesada – powiedział Jacek Zieliński i dodał:
– On na treningach wygląda naprawdę dobrze. Jeśli przełoży to na mecze, to uważam, że będzie okej. W spotkaniach jeszcze tego nie daje. Martwi nas to. On też zdaje sobie z tego sprawę. To ambitny chłopak. Dużo z nim pracujemy również poza treningami, podczas analiz. Jestem przekonany, że niebawem będzie bardzo mocnym punktem drużyny, ale musimy do tego dotrzeć.
Niedzielny mecz Korona – Arka na Exbud Arenie rozpocznie się o godz. 12.15.
fot. Mateusz Bartkiewicz







