Industria Kielce potrzebowała sporo czasu, aby złapać odpowiedni rytm w półfinałowym meczu z Rebud KPR-em Ostrovią Ostrów Wielkopolski. Dzięki lepszej drugiej połowie wygrała 34:26. – Przed rewanżem musimy poprawić wiele rzeczy – powiedział Krzysztof Lijewski, trener kieleckiej drużyny.
Gospodarze przystąpili do meczu w okrojonym składzie. Od początku prezentowali jednak ambitną postawę, do tego mogli liczyć na wsparcie Jakuba Zimnego w bramce. Efekt? Prowadzili przez większą część pierwszej połowy, która zakończyła się remisem 15:15. Początek drugiej partii „żółto-biało-niebiescy” zaczęli od prowadzenia 6:1. Zbudowali przewagę. Ta mogła być większa, gdyby nie dobre interwencje Kacpra Ligarzewskiego. – Na początku graliśmy zbyt statycznie w ataku. Brakowało ruchliwości i swobody działania na atakowanej obronie. W obronie staliśmy zbyt płasko. Pozwalaliśmy gospodarzom na rozpędzenie. Dochodzili do sytuacji rzutowych. Czasami mniej znaczy więcej. Tak było w Ostrovii. Przy absencji kluczowych zawodników, a więc Kamila Adamskiego i Roberta Kamyszka, inni gracze weszli w ich buty i grali zdecydowanie i odważnie. Nie kalkulowali, robili to co mieli – wyjaśniał Krzysztof Lijewski.
Po zmianie stron jego zawodnicy lepiej spisywali się w centrum obrony. Udało się wyprowadzić kilka kontrataków, w których wykańczaniu brylował Arkadiusz Moryto. – W drugiej części zagraliśmy odważniej. W naszych poczynaniach było więcej ruchliwości. Zbudowaliśmy większą przewagę, którą mogliśmy kontrolować. Przed rewanżem musimy poprawić wiele rzeczy. Osiem bramek to dużo i mało. W domu postaramy się zagrać inny handball – tłumaczył trener kieleckiej drużyny.
Piątkowy rewanż w Hali Legionów odbędzie się o godz. 20.30. Tego dnia odbędzie się oficjalne pożegnanie Tałanta Dujszebajewa.







