Przeczytaj także
To były gorące tygodnie z udziałem Tamara Svetlina. Pomocnika Korony Kielce chciał sprowadzić Lech Poznań. Mistrz Polski złożył za niego ofertę, później delikatnie ją podbił, ale kwota transferowa nie przekonała „żółto-czerwonych” do sprzedaży jednego ze swoich zawodników. Jak sprawa wyglądała z jego strony? Czy czuje żal? Czego oczekuje po nowym sezonie? Zapraszamy do lektury rozmowy z Tamarem Svetlinem, którą przeprowadziliśmy podczas zgrupowania w Busku-Zdroju.
Już wiem, co będzie, więc dawaj od razu te pytania, bez żadnego wprowadzania – mówi uśmiechnięty Tamar Svetlin na przywitanie.
Damian Wysocki: – Nie ma co ukrywać, to gorące lato z twoim udziałem. Przerwa między sezonami to saga z potencjalnym transferem do Lecha Poznań. Sam przyznałeś, że chciałbyś zrobić kolejny krok i trafić do mistrza Polski. Oferta nie spełniła jednak oczekiwań Korony. Jak w tym wszystkim się odnajdujesz?
Tamar Svetlin: – Teraz wszystko się skończyło. Oczywiście, ten temat trochę trwał. Miałem ofertę. Klub nie był z niej zadowolony. Sprawa jest zamknięta. Koncentruje się na przygotowaniach do nowego sezonu.
– Czujesz rozczarowanie, że nie doszło do tego transferu?
– To normalny stan. Kiedy trafiłem do Kielc nie ukrywałem, że mam swoje ambicje i marzenia. Chcę iść na wyższy poziom i grać o coś więcej. Życie jest życiem i idzie dalej. Mam jeszcze trzy lata kontraktu. Klub też ma swoje oczekiwania i cele. W negocjacjach liczy się też jego zdanie. Nie dostał oferty, która byłaby dla niego zadowalająca i na tym sprawa dobiegła końca.
– Akceptujesz postawę Korony?
– Tak. Może w tym wszystkim czułem się trochę niezrozumiany. Szanuję jednak klub, który też chce osiągnąć odpowiednie profity. Tak wygląda zawodowy sport. Nie chcę jednak wchodzić w szczegóły, bo to nie ma żadnego sensu.
– Jak po tym wszystkim wyglądał powrót do treningów? Po letnich ruchach widać, że Korona ma być mocniejsza.
– Czuć to. Też chcę grać o coś więcej. Jestem bardzo mocno zmotywowany na pracy. Mamy drużynę, która może to zrobić. Chcemy postawić kolejny kroki ciężko nad tym trenujemy.
– Do drużyny dołączyło dwóch środkowych pomocników: Patrik Hellebrand i Kamil Jakubczyk. Przy tym pierwszym może zmienić się twoja rola w drużynie, bo ostatnio miałeś więcej zadań defensywnych.
– W mojej karierze częściej grałem wyżej, jako ósemka. Ostatnio nie byłem typową szóstką, ale miałem więcej zadań defensywnych. Czułem się tam dobrze. To jednak pozycja, na której lepiej odnajduje się Patrik. Sam mogę grać wyżej. Cieszę się z tego. Chcę być bardziej ofensywny, notować liczby. Mam nadzieję, że będziemy wyglądać lepiej niż w poprzednim sezonie, co przełoży się na grę o wyższe cele.
– Co będą mogli zobaczyć kibice, czego jeszcze nie widzieli u ciebie?
– Jeśli zawodnik chce zrobić transfer, dostać się do mocniejszego klubu, to musi mieć lepsze liczby niż ja. Chcę to zrobić. Mam swoje ambicje. Oczywiście, teraz jestem głową w Koronie. Na pewno będę chciał grać bardziej ofensywie. Teraz dostanę taką możliwość.

– Ten nieudany transfer przekułeś w większą motywację, aby w kolejnym okienku ktoś zapłacił za ciebie kwotę, która zadowoli klub?
– Zależy, co oznacza oferta, która jest satysfakcjonująca dla wszystkich. To jest dobre pytanie. W tym momencie cieszę się, że mamy dobry zespół. Zobaczymy, jak ułoży się sezon. W Polsce jest kilka bardzo mocnych klubów. Stawka jest wyrównana. Myślę, że będzie jeszcze trudniej niż w poprzednim sezonie. Musimy się do tego dostosować i walczyć o swoje.
– Poprzedni sezon był szalony. Myślisz, że teraz może być podobnie? Spodziewasz się podobnego scenariusza?
– Myślę, że tak. Do ligi awansowały dwa większe klubu, jak Wisła Kraków i Śląsk Wrocław. Obserwuje transfery poszczególnych drużyn. Znów trafiają tutaj bardzo dobrzy zawodnicy. To już pokazuje, że będzie bardzo ciężko.
– Macie wymagający terminarz. Jagiellonia, Górnik, Legia, Widzew… Początek może już dużo powiedzieć. To dobrze, że możecie sprawdzić się od razu na takich rywalach?
– Dla mnie nie jest to ważne. Z każdym trzeba zagrać dwa spotkania. Oczywiście, każdy mówi teraz, że początek będzie bardzo ciężki. W tej lidze nie ma łatwych meczów. W poprzednim sezonie pamiętam drugi mecz z Niecieczą, która zamykała tabelę. Była wymagającym rywalem. Nie sensu mówić, że mamy trudny terminarz. Musimy wychodzić i robić swoje.
– Dwa sparingi pokazują, że Korona może grać w nowym systemie. 4-3-3 jest bardziej ofensywy…
– To prawda, ale najważniejsze są zwycięstwa. Droga do nich może być różna. Wyniki robią atmosferę. Oczywiście, chcemy grać bardziej atrakcyjną piłkę. Tylko tak możemy pokazywać swoją jakość. Chcemy mieć przewagę, aby nie musieć biegać za piłką. Musimy zacząć strzelać więcej goli jako zespół.

– Do tej pory Korona przeprowadziła trzy transfery gotówkowe. W poprzednim, letnim okienku było podobnie. Właściciel ma swoje ambicje. Patrząc obecnie na treningi, myślisz, że jesteście w stanie doskoczyć do czołówki?
– Na razie jest jeszcze za wcześnie, aby o tym mówić. Trzeba poczekać na pierwsze ligowe spotkania. Sparingi nie są miarodajne, bo sporo trenujemy, ale też próbujemy nowych rzeczy. Oczywiście, początek sezonu niczego jeszcze nie określi, bo rozgrywki są długie. Na pewno musimy utrzymać stabilniejszą formę. Trzeba jednak dobrze wejść i poczuć się pewnie.
– Czekasz na ten pierwszy mecz, aby kibice mówili tylko o grze Tamara Svetlina, a nie o zamieszaniu związanym z potencjalnym transferem?
– W tym momencie o tym w ogóle nie myślę. Temat jest zamknięty. Nie mogę myśleć o tym, zastanawiać się, co by było, gdyby. To w niczym nie pomoże na boisku. To kwestia mojej głowy i nastawienia. Teraz koncentruje się tylko na treningach, jak mogę stać się lepszy. Chcę potwierdzić solidny poziom.
– Ten kolejny sezon ma być lepszy?
– Mam nadzieję, że tak będzie, bo pojawią się liczby. Wiem, że mogę grać jeszcze lepiej. Wiosna nie była moim najlepszym czasem. Nie byłem zły, ale wiem, że mogę dawać więcej. Chcę zrobić kolejny krok. To jest mój cel.
– Dziękuję za rozmowę.
fot. Paula Duda, Mateusz Kaleta, Mateusz Bartkiewicz








