– Może zabrzmi to trochę specyficznie, ale w szatni czujemy bardzo duży niedosyt. Mimo, że graliśmy z bardzo dobrym zespołem, liderem po dwóch kolejkach, uważam, że mogliśmy i powinniśmy wygrać. Pretensje możemy mieć do samych siebie – powiedział Jacek Zieliński, trener Korony Kielce po zremisowanym 1:1 meczu z Legią Warszawa na Exbud Arenie.
Gospodarze zaczęli dobrze, ale w 28. minucie stracili gola. Na listę strzelców wpisał się Łukasz Zjawiński. W drugiej części „żółto-czerwoni” wyrównali po rzucie rożnym. Dośrodkowanie Wiktora Długosza wykorzystał Mariusz Stępiński. Kielczanie mieli szanse, aby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stroję. – Z gry, z postawy drużyny jestem zadowolony. Realizowaliśmy nasz plan cierpliwie, krok po kroku. W trakcie gry byliśmy zmuszeni do zmiany systemu ze względu na chorobę Ariela Mosóra. Zdało to egzamin, wyglądało dobrze, ale zabrakło detali, które w piłce są najważniejsze. To dobry prognostyk. Ten zespół pokazał, że potrafi grać w piłkę i wyjść z trudnej sytuacji – wyjaśniał Jacek Zieliński, który odniósł się również do sytuacji zdrowotnej. Z powodu urazu zabrakło Dawida Błanika.
– Liczyliśmy, że doprowadzimy Dawida do gry, ale nie zdążyliśmy. W ostatnich dwóch dniach Ariel zmagał się z problemami, które miały związek z wysokimi temperaturami. Wyglądał specyficznie. Po uderzeniu piłką wszystko się nasiliło, wyglądało coraz gorzej. Ważne, że potrafiliśmy zareagować.
W sobotę Korona często szukała gry skrzydłami. Bardzo aktywny był Morgan Fassbender. – Zdawaliśmy sobie sprawę, że Legia jest bardzo groźna w obronie. Ma zagęszczony środek. Trójka pomocników, trójka obrońców i dwójka pressujących napastników. Chcieliśmy grać bokami. Morgan zanotował bardzo poprawny występ, szczególnie w pierwszej połowie. Mógł być bohaterem. Jestem z niego zadowolony. Dał nam element nieoczywistości. To chłopak, który nie grał za dużo w Termalice w Ekstraklasie. Trochę słabiej wyglądało to z prawej strony. Chcieliśmy uruchamiać Wiktora Długosza na wahadle. Współpraca wyglądała słabiej. Lepiej było, kiedy przeszliśmy na czwórkę, ale brakło czasu – tłumaczył szkoleniowiec Korony.
Korona wyrównała po przejściu na wprowadzony latem system 4-3-3. – Może za dużo mówimy o systemach i schematach. W piłkę grają ludzie. Ci chłopcy pokazali dobre umiejętności piłkarskie. Cechy charakterologiczne i mental były na bardzo wysokim poziomie. Czasami aż na zbyt wysokim. Chciałbym, aby to dalej było kultywowane i pielęgnowane, bo na tym możemy dużo zyskać – powiedział Jacek Zieliński.
Szkoleniowiec odniósł się również do kontrowersyjnej sytuacji z końcówki pierwszej połowy, kiedy Morgan Fassbender oddał strzał, który ręką wyblokował jeden z obrońców. – Przy sytuacji bramkowej, kiedy nie mieliśmy Ariela sędzia mierzył upływający czas bardzo dokładnie. Szkoda, że nie był tak skoncentrowany, kiedy trzeba było varować sytuację z rzutem karnym. Teraz, po mundialu, nagle wszyscy podniecamy się tymi pięcioma sekundami. Ręka idzie w górę, palce opadają, a bałagan w ocenie ręki dalej jest taki, jaki był. To mnie martwi i niepokoi. Bardziej ewidentnego karnego nie widziałem – przyznał.
Jacek Zieliński odniósł się również do odejścia Tamara Svetlina, który w niedzielę zostanie zaprezentowany jako nowy gracz francuskiego AS Saint-Etienne.
– Z tym, że może odejść liczyliśmy się od końca poprzedniej rundy. Były zapytania. Wiedzieliśmy o zainteresowaniu Lecha Poznań. Później włączyły się kluby zagraniczne. Najbardziej konkretny był Saint-Etienne. On bardzo chciał odejść, pokazać się w innej lidze. Na tym to polega. To fajne dla Korony, że zaczynamy pisać historię transferową. Odszedł Mariusz Fornalczyk, Pau Resta. Wcześniej jeszcze Miłosz Trojak do mocnego klubu z Korei. Zaczyna coś się dziać. Takie transfery muszą być z wyprzedzeniem zastępowane. Zrobiliśmy to. Idealny timing. Mamy Patrika Hellebranda. On był przymierzany do gry z Tamarem, ale zakontraktowaliśmy też Kamila Jakubczyka. To dobry chłopak. Ma wiele cech innych niż Tamar. Jestem spokojny o zabezpieczenie środka. Jest Simon Gustafson, który wreszcie zaczyna grać na miarę swoich możliwości. On może grać jeszcze lepiej. To nie jest jego życiówka. Jest Martin Remacle, który jest podrażniony i w tej złości piłkarskiej może dać jeszcze więcej. Do tego dochodzi Nono – zakończył Jacek Zieliński.
W przyszłą sobotę Korona zagra na wyjeździe z Widzewem Łódź.







