Korona Kielce rozpoczyna zmagania w STS Pucharze Polski. W środę, w jednym z najciekawszych spotkań pierwszej rundy, zagra na wyjeździe z Widzewem Łódź.
Kielczanie jadą na stadion przy ul. Piłsudskiego dwa tygodnie po ligowym zwycięstwie 2:1. Wówczas bohaterem został autor dwóch goli Morgan Fassbender. Dla „żółto-czerwonych” było to szóste zwycięstwie z rzędu nad Widzewem. – To już poszło w niepamięć. To będzie inna walka. Zwycięzca idzie dalej. To coś innego niż starcie ligowe – mówi Jacek Zieliński, trener kieleckiego zespołu.
Korona znów chce podjąć próbę spełnienia marzeń o grze na Stadionie Narodowym. W poprzedniej edycji musiała przełknąć gorycz porażki z niżej notowaną Chojniczanką Chojnice w 1/8 finału. W dwóch wcześniejszych latach „żółto-czerwoni” docierali do najlepszej ósemki. – Myślę, że myślenie o finale na Narodowym jest zdrowym podejściem. Do tego wiedzie jednak kręta i wyboista droga. Nastroje w drużynie są dobre. Jesteśmy w dobrej dyspozycji. Zdajemy sobie sprawę, że jedziemy na bardzo trudny teren. Widzew jest w specyficznej sytuacji. To pucharowe starcie. Wszystko rozstrzygnie się w jednym meczu – wyjaśnia Jacek Zieliński.
W składzie „żółto-czerwonych” mają pojawić się zmiany. Pole manewru jest jednak ograniczone, bo wciąż nieobecni będą kontuzjowani ostatnio Dawid Błanik, Simon Gustafson i Hubert Zwoźny. Do Łodzi pojedzie najnowszy nabytek Kielczan – Ondrej Lingr. Debiut Czecha stoi jednak pod znakiem zapytania. Klub nie otrzymał jeszcze jego certyfikatu z Huston, który jest potrzebny do rejestracji.
– Ondrej jest gotowy. Jest przygotowany do gry. Cały czas był w mocnym treningu. Ostatnio odbył daleką podróż, znów musiał przyzwyczaić się do zmiany czasu. W poniedziałek pracował na sto procent. Na początek będzie grał tam, gdzie jest potrzeba. To ofensywny pomocnik, grający fałszywego napastnika. Myślę, że tam może dawać najwięcej. Mam nadzieję i takie zapewnienia, że certyfikat niebawem dojdzie. Bez względu na to, co będzie się działo, pojedzie z nami. Nawet gdyby coś poszło nie tak, to będzie mógł wszystko zobaczyć z bliska – wyjaśnia Jacek Zieliński.
Wszystko wskazuje na to, że w pucharowej rywalizacji bramki „żółto-czerwonych” będzie strzegł Rafał Mamla.
– Wiadomo, w jakiej formie jest Xavier. Broni świetnie. Robię, co w mojej mocy, żeby go podgryzać. Do pucharowej rywalizacji podchodzimy jak do ligi, zaangażowani na sto procent. Chcemy dojść jak najdalej. Może dla odmiany wyjdzie lepiej, że zaczynamy od mocniejszego rywala. Z tymi słabszymi drużynami gra się trudniej pod względem mentalnym. One są zwykle bardziej zaangażowani. Myślę, że w środę możemy spodziewać się dobrego widowiska. Może będzie kilka okazji, aby się wykazać – wyjaśnia Rafał Mamla, który przyznaje, że w ostatnich miesiącach rozwinął się jako zawodnik, chociaż nie miał okazji do gry.
– Łukasz Fabiański powiedział ostatnio w wywiadzie, że kiedy siedział na ławce, to zawsze starał się przygotowywać na sto procent. Trzeba robić to co można. Muszę nadrabiać brak spotkań w inny sposób. Ostatnio dużo pracowałem nad sobą indywidualnie. Teraz z trenerem Marcinem Nawrotem skupiamy się na poprawie aspektów motorycznych. Z każdym dniem czuję się mocniejszy – tłumaczy golkiper „żółto-czerwonych”.
Środowy mecz Widzew – Korona rozpocznie się o godz. 20.30.
fot. Paula Duda








