Środowe spotkanie przyniosło sporo emocji. Chociaż przez większość czasu inicjatywa wynikowa należała do Kielczan, to gospodarze dobrze korzystali ze swojego siedem na sześć w ataku. Mistrzowi Polski zdarzały się przestoje w ataku. W pierwszej części ten był oparty głównie na współpracy Juliena Bosa z Theo Monarem. Po przerwie dużo lepiej grał Aleks Vlah. „Żółto-biało-niebiescy” nie wykorzystali dobrego okresu Dejana Milosavljeva, gdzie mogli odskoczyć na cztery, pięć bramek. Gospodarze znów wrócili do gry i końcówka przyniosła zaciętą grę. W kluczowych momentach nie myliła się kielecka obrona, a ważne gole ze skrzydła rzucił Piotr Jarosiewicz. Podopieczni Krzysztofa Lijewskiego wygrali 32:30.
– Bardzo cieszymy się z tej wygranej. Obie strony wiedziały o co grają. Dlatego ten mecz był interesujący i stresujący od początku. Chylę czoła moim zawodnikom. Praktycznie cały czas graliśmy sześciu na siedmiu w obronie. To kosztowało mnóstwo energii. Pomimo błędów, które się zdarzały, wytrzymali. Były momenty, gdzie odskakiwaliśmy, ale gospodarze wracali. W drugiej połowie przestrzeliliśmy za dużo sytuacji. Popełniliśmy błędy z pierwszego meczu, czy ostatniego starcia z Magdeburgiem. Na boisku zostawiliśmy więcej zdrowia i wygraliśmy – powiedział Krzysztof Lijewski, trener Industrii Kielce.
Industria Kielce awansowała do fazy głównej Ligi Mistrzów. W niej na pewno zagra z Barceloną, Sportingiem Lizbona, a o kolejne miejsca walczą Skanderborg z Dinamem Bukareszt oraz GOG z Pickiem Szeged.
– Mam młody zespół. Tworzymy nowy projekt. Wyszliśmy z grupy. Zapracowaliśmy na to ciężką pracą. Mamy czterech zawodników wykluczonych praktycznie od początku sezonu. Wrócił Michał Olejniczak, ale teraz wypadł Dylan Nahi. Nikt nie spuszczał głów. Młodzi gracze udźwignęli presję, co jest dla mnie bardzo cenne – przyznał Krzysztof Lijewski.
W następną środę, na zamknięcie zmagań w grupie F, Industria Kielce podejmie Kolstad. Wcześniej, bo w sobotę czeka ją wyjazd do Głogowa.







