Przeczytaj także
Mieszkańcy tłumnie zjawili się na sesji Rady Miasta, aby porozmawiać o przygotowaniach do przyjęcia planu ogólnego w kontekście Białogonu, Dymin, Posłowic, Zalesia i Podkarczówki. – Wyrażamy głębokie zaniepokojenie bardzo niekorzystnym podziałem stref urbanistycznych dla naszej okolicy – powiedział jeden z zabierających głos kielczan.
Jak czytamy w dokumentach umieszczonych w Biuletynie Informacji Publicznej, „plan ogólny miasta Kielce to całkiem nowy, strategiczny akt planowania przestrzennego dla całego miasta, w randze prawa miejscowego, na podstawie którego będą sporządzane plan miejscowe i wydawane decyzje o warunkach zabudowy”.
Temat był poruszany na sesji Rady Miasta z czwartku 12 marca w punkcie pt. „Informacja Prezydenta Miasta Kielce w sprawie przygotowań do planu ogólnego w kontekście Białogonu, Dymin, Posłowic, Zalesia i Podkarczówki”. Do głosu dopuszczona została grupa mieszkańców.
„Nowe Osiedle Staszicowskie”
– Przedstawiony projekt planu praktycznie nie przedstawia możliwości rozszerzenia obecnie istniejącej zabudowy jednorodzinnej – zaznaczył pan Grzegorz Kochanowski.
– Nie wykorzystuje w pełni potencjału tak zwanej „Doliny Białogońskiej”, a mianowicie obszarów Białogonu, Zalesia, Dobromyśla, Pietraszek w kontekście wykorzystania dla zabudowy mieszkaniowej oraz inwestycji usług oraz rekreacji. Mieszkańcy oraz inwestorzy, po uchwaleniu planu ogólnego w zaproponowanym kształcie, napotkają bardzo poważne przeszkody przy uzyskiwaniu warunków zabudowy bądź przy przyszłym procedowaniu miejscowego planu zagospodarowania – powiedział.
Przedstawiono jednocześnie propozycje, które mają dać impuls do rozwoju okolicy. – Nasza propozycja składa się z dwóch nierozerwalnych części, czyli pasa usługowo – przemysłowego w rejonie Białogonu, a konkretnie w rejonie ulicy Za Torem, a także niskiej zabudowie jednorodzinnej, zabudowie niskiej intensywności w rejonie Zalesia i Dobromyśla, kontynuując funkcję tych miejsc – przekazał.
Inicjatywę nazwano „Nowe Osiedle Staszicowskie”. – W tej sytuacji kluczowe jest pytanie, czy rozwijać nowe tereny, tylko gdzie i jak to robić, aby było to racjonalne – przekazał – W naszej propozycji działki mają odpowiednią szerokość, są uzbrojone w media. Nie jest to rozlewanie się zabudowy, to jest domykanie istniejących kwartałów.
„Od 30 lat moja działka jest zablokowana”
Inny mieszkaniec, Andrzej Stańczyk, współwłaściciel działki przy ulicy Ściegiennego, zwrócił uwagę, że od ponad 30 lat nie jest w stanie wykorzystać swojej działki.
– Posiadam tę nieruchomość od 1996 roku. W 2010 roku miasto wydało dla tego terenu decyzję o warunkach zabudowy i otrzymałem pozwolenia na wybudowanie 3 hal po 1800 metrów kwadratowych każda i sześciu zjazdów. Dodam, że ta działka przylega bezpośrednio do ulicy Ściegiennego. W 2012 roku uchwalono miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, który przeznaczył mój grunt pod węzeł wschodniej obwodnicy – powiedział.
Pytał się, czy miasto planuje w najbliższym czasie wykup „tej historycznej działki”, czy może prędzej doczeka się zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. – Jeżeli prywatna działka może zostać zablokowana na kilkadziesiąt lat pod inwestycje, to wysyła to bardzo negatywny sygnał do potencjalnych inwestorów – dodał.
Kolejna mieszkanka wypowiadała się o ulicy Podklasztornej. – Moja mama jest współwłaścicielką działki. Działka należy od pokoleń do rodziny. W połowie jest tylko do zabudowy, w połowie do terenów zielonych. My mamy kilkaset metrów dalej Karczówkę, Brusznię. Kto na działce zakłada tereny zielone? My mamy grunty orne w decyzji podatkowej. Tam nigdy nie było gruntów ornych, bo to ziemia gliniasta i nigdy nie dało jej się zaorać – powiedziała.
Pytała się „co z naszymi gruntami?”. – Dalej mają być niezabudowane? Z jakich powodów? Tam nie ma siedlisk. Tam nie ma stanowisk archeologicznych. Zmierzam do tego, żeby podejść bardzo racjonalnie i spowodowali, żeby grunty (w omawianej okolicy – dop. red.) były przeznaczone do zabudowy. Chciałam podać przykład np. ulicy Białogońskiej. W innych miejscach jest coraz ciaśniejsza zabudowa, a ulica Podklasztorna jest skansenem – dodała.
Wiceprezydent odpowiadał radnym i mieszkańcom
Jak zaznaczył Łukasz Syska, wiceprezydent Kielc, możliwość spełnienia wszystkich wniosków i uwag, które wpłynęły w ramach prac nad planem ogólnym, nie jest możliwa.
– Gdybyśmy chcieli uwzględnić wszystko, co dotyczy wyznaczania stref umożliwiających zabudowę mieszkaniową, to nie wiem, czy 200% tego limitu chłonności byśmy zmieścili. Fizycznie nie ma takiej możliwości. I tak, te 15% rezerwy, która istnieje, jest właśnie na to, żeby korekty wynikające z uwag na etapie konsultacji społecznych można było uwzględniać – przekazał.
Dodał, że „jeszcze raz pochylimy się nad planem”. – Wszystkie wnioski, zarówno te złożone w terminie marcowym w 2024 roku, jak i te, które były składane później, przez ostatnie dwa lata, były analizowane przy przygotowaniu projektu. Nie wszystkie były uwzględniane, natomiast wszystkie były brane pod uwagę – przekazał.
– Jeżeli nie uchwalimy planu ogólnego do konkretnego terminu, to po prawdopodobnie 31 sierpnia urząd nie będzie miał formalnej możliwości wydawania nowych warunków zabudowy. Nie będziemy mogli przyjąć takiego wniosku. Nie będziemy mogli również opracować i przyjąć nowego planu miejscowego, bo nie będzie w oparciu o co tego planu uchwalić. Aby uchwalić plan miejscowy, potrzebny jest także plan ogólny – powiedział Łukasz Syska.
Zaznaczył, że przygotowanie plany miejscowego to proces, który trwa od półtora roku do dwóch lat. Wskazał również, że „plan był przygotowany zgodnie ze sztuką planistyczną”. – Natomiast w tym momencie, żeby trochę tej chłonności odzyskać, my będziemy musieli robić ze stref „biedronki”, gdzie w obszarze jednorodnym, dzisiaj wielofunkcyjnym, wielorodzinnym lub jednorodzinnym będziemy musieli prawdopodobnie wycinać małe strefy otwarte. Tam, gdzie wiemy, że już są wydane warunki zabudowy, czy też na ukończeniu są pozwolenia na budowę. Po to, żeby tą chłonność, która tam jest, móc przełożyć w inne miejsca – przekazał.







