W środę Industria Kielce zagra o swoje być albo nie być w rozgrywkach Ligi Mistrzów. W rewanżowym meczu 1/8 finału zagra przed własną publicznością z OPT Bank-Pickiem Szeged. – Musimy wygrać minimum czterema bramkami – mówi Krzysztof Lijewski, drugi trener kieleckiej drużyny.
W poprzedni czwartek podopieczni Tałanta Dujszebajewa przegrali na Węgrzech 23:26 i postawili się w trudnej sytuacji w kontekście walki o najlepszą ósemkę. Zawiodła ich skuteczność. – Rzuciliśmy tylko 23 bramki. To niewiele. Zdecydowanie za mało biegaliśmy do przodu. Naszym problemem było to, że nie zdobywaliśmy łatwych bramek z kontrataku, tylko musieliśmy się męczyć w ataku pozycyjnym. W obronie było całkiem nieźle, ale jest jeszcze kilka rzeczy do poprawy, szczególnie w komunikacji – tłumaczy Arkadiusz Moryto, prawoskrzydłowy Industrii Kielce.
W pierwszym spotkaniu zawodnicy ze Świętokrzyskiego zrobili bohatera z Rolanda Miklera. Doświadczony golkiper odbił 16 piłek. Szczególnie dobrze radził sobie przy rzutach z pierwszej linii. – Na samym końcu przy rzucie decyduje zawodnik. Robi to w ułamku sekundy. Nie ma możliwości zatrzymania i spojrzenia na stopklatkę, aby ocenić, co będzie lepszym rozwiązaniem. To indywidualna sprawa. Możesz oddać sto rzutów na treningu i sto trafić, ale przyjdzie mecz i pojawi się pudło. Taki jest sport. To, że nasi zawodnicy szanują bramkarzy rywali, jest normalne. Kluczem jest to, aby znaleźć drogę do ich pokonania – wyjaśnia Krzysztof Lijewski.
Industria Kielce tylko raz odrobiła stratę z pierwszego spotkania w fazie pucharowej. Doszło do tego w sezonie 2012/13. Również w 1/8 finału, też z Pickiem Szeged. Wówczas podopieczni Bogdana Wenty przegrali na Węgrzech 25:26, a u siebie wygrali 32:27. Teraz jeśli wygrają trzema bramkami, to o awansie zdecydują rzuty karne, dlatego kielczanie celują w wyższe zwycięstwo. – Mamy 60 minut na odrobienie trzech bramek. To dużo i mało. Jeśli spojrzeć, jak szybka jest piłka ręczna, to strata jest do odrobienia. Jesteśmy zdrowi i zdeterminowani, aby pójść krok dalej i awansować do kolejnej rundy. Gramy w domu, mamy wspaniałych kibiców, którzy na pewno zrobią straszną aferę, jeśli chodzi o doping. To będzie nasz ósmy zawodnik. W Segedynie zagraliśmy bardzo dobrze w obronie. Nasze 5-1 sprawiało im wiele problemów. Teraz musimy nałożyć taką samą intensywność w ataku. Musimy pamiętać o stawianiu kropki nad „i” – tłumaczył drugi trener kieleckiego zespołu.
Zawodnicy również liczą na wsparcie kibiców. Klub zachęca ich do dopingu na stojąco przez całe 60 minut. – Jestem pewny, że kibice stworzą kocioł. Na pewno musimy narzucić większą intensywność. Ostatnio zagraliśmy zachowawczo i podejmowaliśmy za mało ryzyka w grze do przodu. Do tego musimy dołożyć lepszą skuteczność. Nie możemy przestrzeliwać stuprocentowych sytuacji. Należy zredukować to to minimum i będzie dobrze – kwituje Arkadiusz Moryto.
Środowy mecz z OTP Bank-Pickiem Szeged rozpocznie się o godz. 18.45.








