Jarosiewicz: Nie chcemy zepsuć tego, co wypracowaliśmy w ostatnich tygodniach - wKielcach.info - najważniejsze wiadomości z Kielc

Jarosiewicz: Nie chcemy zepsuć tego, co wypracowaliśmy w ostatnich tygodniach

Przeczytaj także

– Nie spinamy się nie wiadomo jak, żeby nie przesadzić. Jedziemy na względnym luzie, ale też nie aż takim, żeby przegiąć w drugą stronę. To luz ze skupieniem – mówi Piotr Jarosiewicz, lewoskrzydłowy Industrii Kielce przed czwartkowym spotkaniem w Kolstad.

Mistrzowie Polski jadą do Norwegii przypieczętować 3. miejsce w grupie. Wszystko mają w swoich rękach. Muszą wygrać. Ostatnio znajdują się w bardzo dobrej formie. Na przeciwnym biegunie jest Kolstad, które w tym roku zanotowało trzy wyraźne porażki. Klub ze Skandynawii ma problemy finansowe i jego przyszłość stoi pod znakiem zapytania. –  Nie możemy tam pojechać zbyt pewni siebie. Dla nich to ostatni mecz i nie mają nic do stracenia. Taka drużyna jest najbardziej groźna, a takie spotkania są najtrudniejsze. Teraz grają dla kibiców i samych siebie, aby pokazać się z jak najlepszej strony. Musimy być bardzo skupieni, aby wygrać. Nie chcemy zepsuć tego, co wypracowaliśmy w ostatnich tygodniach i zepsuć sobie statystyki zwycięstw – tłumaczy Piotr Jarosiewicz.

Kielczanie zagrają z Kolstad bez kontuzjowanych braci Dujszebajewów. – To spore osłabienie, ale musimy sobie z tym poradzić. Dani bardzo pomagał nam w obronie, teraz więcej będą musieli pograć inni zawodnicy. Alex gra fenomenalny, ma świetne jeden na jeden i wszystko widzi. Nie ma ich i każdy z nas musi dać od siebie więcej – przyznaje Piotr Jarosiewicz.

Lewoskrzydłowy sam ostatnio zmagał się z nietypowym dla skrzydłowego urazem nosa. Przepisy zabraniają gry w masce ochronnej, dlatego „Jaro” mógł wchodzić tylko na rzuty karne.

–  Z nosem jest wszystko dobrze. Zagoił się. Mam nadzieję, że nie dostanę już w niego na treningu lub w meczu. To był dobijający uraz, bo mogłem trenować, ale nie z zespołem. Byłem obok drużyny, ale nie mogłem pomóc w stu procentach – tłumaczy Piotr Jarosiewicz.

Lewoskrzydłowy jest pierwszym wykonawcą rzutów karnych w sezonie. W Lidze Mistrzów rzucił 30 bramek na 40 rzutów z siódmego metra, co daje mu 75-procentową skuteczność. Nie zawodzi w kluczowych momentach. To jego skuteczny karny zapewnił triumf nad Veszprem.

– Rozmawiałem ostatnio ze swoją mamą. Gratulowała mi i mówiła, że jest wiele głosów, że nie mam układu nerwowego. Kto mnie nie zna, może tak powiedzieć. Mama stwierdziła: „denerwowałeś się”. Odpowiedziałem: „tak”. To stres, wzięcie na barki dużej odpowiedzialności. Po pierwszym skutecznym karnym jest lepiej i stres schodzi. Jest taka opinia, że trzecia próba jest najtrudniejsza. Staram się zadawać jej kłam i być perfekcyjnym, chociaż nie da się być w pełni,  i też go trafiać – kwituje Piotr Jarosiewicz.

Przeczytaj także