Industria Kielce jest już w stu procentach pewna gry w fazie play-off Ligi Mistrzów. Wciąż ma szansę awansu do niej z trzeciego miejsca w grupie. Stało się to możliwe, dzięki pokonaniu One Veszprem w Hali Legionów. Podopieczni Tałanta Dujszebajewa wygrali 36:35. – Jeszcze niedawno ludzie mówili: „jak będzie awans, to będzie sukces”. Teraz wygrywamy i dążymy do tego, aby spełniać nasze cele – powiedział Arciom Karaliok, obrotowy kieleckiej drużyny.
Industria Kielce zaliczyła bardzo mocny początek. Zyskała czterobramkową przewagę. Po zmianach, jej gra stanęła. Rywale przejęli inicjatywę. Na początku drugiej części prowadzili już czterema golami. Gospodarze wrócili do gry i wyszarpali zwycięstwo po emocjonującej końcówce. Kluczowego gola z rzutu karnego rzucił Piotr Jarosiewicz. – Po takim spotkaniu możemy gadać i gadać. Najważniejsze, że dwa punkty zostają u nas. Teraz chcemy dalej walczyć o najwyższe cele – przyznał Tałant Dujszebajew.
– W tym meczu było wszystko. Robiłem rotacje. Z 11:7 poszliśmy na 12:14. Przegraliśmy ten fragment 1:7. To moja wina, ale to jest potrzebne, aby zachować odpowiednią świeżość całego zespołu. Jorge Maqueda zagrał tylko 15 minut, ale dał bardzo dużą pomoc Alexowi, aby miał więcej sił na końcówkę. Każdy odegrał swoją rolę. Chciałbym, żeby w końcówce było trochę mniej nerwów – tłumaczył szkoleniowiec kieleckiego klubu.
W pierwszej połowie słabo zaprezentował się Aleks Vlah. W ostatnim kwadransie często brał grę na siebie. Zdobył ważnego gole, ale też wywalczył ostatniego karnego. – Mecz trwa 60 minut. Gdybym w pierwszej połowie ściągnął Aleksa Vlaha, to być może on w drugiej części nie zagrałby już lepiej. Musimy teraz pracować, żeby nie pozwalać sobie już na takie słabsze momenty. Mamy już matematyczny awans do 1/8 finału – wyjaśniał Tałant Dujszebajew.
Szkoleniowiec z Kirgistanu pochwalił też Piotra Jarosiewicza, który przez złamany nos mógł wchodzić tylko na rzuty karne. Wykorzystał wszystkie sześć prób. – Bardzo dziękuję Piotrkowi. Miał złamany nos. Ostatnio dużo trenował rzuty karne. Widzieliśmy, co zrobił. Ale nie gadajmy…
Po obu stronach boiska ponownie tytaniczną pracę wykonywał Arciom Karaliok. – Za nami bardzo dobry okres przygotowawczy. Czuję się bardzo dobrze po bardzo wymagającym spotkaniu, pierwszym od kilku tygodni. Przespaliśmy kilka minut przy naszym prowadzeniu plus trzy, cztery. Później musieliśmy gonić. Koniec końców, jest zwycięstwo. Dzisiaj walczyliśmy tylko o dwa punkty. Robiliśmy błędy, ale za wszelką cenę je naprawialiśmy – tłumaczył obrotowy kieleckiego klubu.
Minutę przed końcem Białorusin otrzymał karę. Problem w tym, że sędziowie z Mołdawii popełnili w tej sytuacji duży błąd. – Pierwszy raz w życiu dostałem dwie minuty za to, że nie dotknąłem przeciwnika. Sędziowie powiedzieli mi, że kiedy zapadła decyzja, to oni nie mogą jej cofnąć, a nawet sprawdzić powtórek. Było minęło. Wygraliśmy i nikt o tym nie będzie pamiętał – wyjaśniał.
Industria Kielce pozostaje w grze o trzecie miejsce w grupie. – Kiedy mamy cały skład, nie ma kontuzji, to zwycięstwa przychodzą łatwiej i możemy więcej. W naszym systemie każdy jest bardzo ważną częścią. Ta wygrana jeszcze nam niczego nie daje, jeszcze nie jesteśmy w Final4. Przed nami trzy kolejne wymagające spotkania w grupie. Wszystko mamy w swoich rękach. Jeszcze niedawno ludzie mówili: „jak będzie awans, to będzie sukces”. Teraz wygrywamy i dążymy do tego, aby spełniać nasze cele – zakończył Arciom Karaliok.
W sobotę Industria Kielce zagra u siebie z Zagłębiem Lubin. W przyszły czwartek pojedzie do Berlina.








