Łezka zakręciła się w oku. Zawodnicy Ryszarda Wieczorka znów pojawili się przy Ściegiennego 8 - wKielcach.info - najważniejsze wiadomości z Kielc

Łezka zakręciła się w oku. Zawodnicy Ryszarda Wieczorka znów pojawili się przy Ściegiennego 8

Przeczytaj także

Podczas piątkowego meczu Korony Kielce z Jagiellonią Białystok (1:1), niejednemu kibicowi mogła zakręcić się łezka w oku. Po 20 latach na stadionie, w bardzo dużej grupie, pojawiła się drużyna Ryszarda Wieczorka, która dwie dekady temu wystąpiła w inauguracyjnym meczu przy Ściegiennego 8. Niemal wszyscy podkreślali, że tamten okres był najlepszym w ich karierach.

1 kwietnia 2006 roku odbył się pierwszy mecz na ówczesnej Arenie Kielc – na tamte czasy, najnowocześniejszym obiekcie w Polsce. Kolporter Korona zremisowała z Zagłębiem Lubin 1:1. Tamten sezon był pierwszym, historycznym dla „żółto-czerwonych” w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Wielu kibiców z rozrzewnieniem wspomina tamte czasy. Drużyna Ryszarda Wieczorka w bardzo dobrym stylu wywalczyła awans, a później swoją grą zachwycała na ekstraklasowych boiskach. – Kiedy przyjechałem na stadion, to pojawiła się łezka w oku. Nie ukrywam, że praca w Kielcach była jednym z najlepszych okresów w mojej przygodzie z piłką. Drużyna grała dobrze, co jest zasługą tych piłkarzy, którzy są tutaj ze mną 20 lat temu byli na topie. Miałem przyjemność ich prowadzenia. W mojej filozofii ważne było granie do przodu, ofensywnie, ściąganie kibiców na trybuny. Cieszę się, że wywalczyliśmy awans, a później udanie graliśmy w ekstraklasie – powiedział trener Ryszard Wieczorek, który wrócił również wspomnieniem do inauguracyjnego pojedynku przy Ściegiennego.

– To było duże wydarzenie. Od miesięcy patrzeliśmy, jak buduje się stadion. Często tutaj przyjeżdżaliśmy i czekaliśmy z utęsknieniem, aby na nim zagrać. To było coś wielkiego. Nawet w pierwszym meczu było widać zestresowanie ze strony piłkarzy. Po kilku spotkaniach, zespół „zapalił” i tutaj regularnie wygrywał – wyjaśniał szkoleniowiec, który obecnie pomaga w prowadzeniu dobrze prosperującego biznesu synowi.

Niekwestionowaną gwiazdą tamtej drużyny był Grzegorz Piechna, który z 21 golami sięgnął po koronę króla strzelców. – To bardzo fajna impreza. Dawno się nie widzieliśmy. W tak szerokim gronie spotykamy się dopiero po 20 latach. Fajnie, że klub o nas pamięta. Może nie wszyscy, ale w większości jesteśmy – przyznał popularny „Kiełbasa”.

Ówczesna Korona grała ofensywnie, często wykorzystując skrzydła. Na prawej stronie „szalał” Grzegorz Bonin. – Fajnie tutaj wrócić, z niektórymi zawodnikami chłopakami utrzymuję kontrakt, z innymi nie widziałem się od lat. Przed przyjazdem, spojrzałem sobie na naszą kadrę, na którym miejscu skończyliśmy. Nie miałem świadomości, że w pierwszym sezonie zajęliśmy 5. miejsce, a do pucharów zabrakło nam dwóch punktów. Później taki wynik powtórzyłem z Górnikiem Zabrze, ale wówczas strata do podium była o wiele większa. To był dobry czas. Graliśmy mocno ofensywnie, skrzydłami, na pewno jeszcze wiele wspomnień, o których będziemy rozmawiać z chłopakami – wyjaśniał obecny trener czwartoligowego Lewarta Lubartów.

Ryszard Wieczorem do Kielc sprowadził Marcina Drzymonta. – Bardzo mi miło, że zostałem zaproszony na taką uroczystość, że ktoś po takim czasie jeszcze pamięta o takim byłym zawodniku. Obecnie zajmuję się pracą zawodową, rodziną, a z piłką nie mam za wiele wspólnego. Śledzę wyniki drużyn, w których grałem. Najlepszy okres swojej przygody piłkarskiej miałem w Kielcach. Dzięki trenerowi Wieczorkowi trafiłem do tej wspaniałej drużyny, która robiła awans, a później zachwycała polską ekstraklasę. To niezapomniane chwile, mecze. Niesamowite było samo otwarcie nowego stadionu – pierwszego tak wyglądającego w Polsce. Wzruszam się, kiedy o tym teraz mówię – powiedział zawodnik pochodzący z Zagłębia Dąbrowskiego.

W ramach „20-lecia Exbud Areny” na stadionie pojawiło się ponad 20 osób. Obok piłkarzy, również członkowie sztabu szkoleniowego i medycznego. Spośród zawodników, niektórzy również obrali ścieżkę trenerską. Na szerokie wody wypłynął Robert Kolendowicz, który do niedawna prowadził z dobrymi wynikami Pogoń Szczecin.

– Minęło 20 lat, a wydaje się, jakby było to wczoraj. To był fajny, historyczny czas.Myślę, że wszyscy wracają do tych momentów z pozytywnym nastawieniem. Awans do ekstraklasy, nowy stadion, niesamowita atmosfera. To zbudowało podwaliny tego, co dzieje się teraz. Po drodze było wiele historii, ale Korona jest w dobrym miejscu i tylko będzie rosła w siłę. Wspomnienia są bezcenne. Myślę, że każdy z nas wraca z dużą sympatią do tych chwil – tłumaczył Robert Kolendowicz, który odniósł się również do swoich planów zawodowych.

– Jestem związany kontraktem z Pogonią do końca sezonu. Zobaczymy, co się wydarzy. Czekam na rozwój wypadków. Jeśli chodzi o moją karierę trenerską, to zobaczymy, co przyniesie nowy sezon. Dużo poświęciłem, aby być szkoleniowcem, zainwestowałem w siebie. Pracowałem jako asystent w Pogoni, później sam prowadziłem zespół. Podoba mi się to. Jestem głodny pracy, ale chcę to zrobić, jeżeli będzie to tylko możliwe, na swoich warunkach.

Zawodnicy i sztab szkoleniowy Korony sprzed 20-lat przed spotkaniem spotkali się z kibicami na dziedzińcu Exbud Areny. W przerwie spotkania otrzymali pamiątkowe szaliki, a także odbyli honorową rundę wokół trybun.

fot. Mateusz Bartkiewicz

Przeczytaj także