Moryto: Karne to umiejętności, ale też szczęście - wKielcach.info - najważniejsze wiadomości z Kielc

Moryto: Karne to umiejętności, ale też szczęście

Przeczytaj także

– Tym razem szczęście było po naszej stronie. Karne to umiejętności, ale też szczęście. Fajnie, że ono było przy nas – powiedział Arkadiusz Moryto, prawoskrzydłowy Industrii Kielce po zwycięstwie w Superpucharze Polski.

Podopieczni Tałanta Dujszebajewa wygrali w konkursie siódemek 6:5. W regulaminowym czasie był remis 26:26. Kielczanie zbudowali pięciobramkową przewagę, ale podobnie jak w poprzednim sezonie nie potrafili dowieźć jej do końca.

– W sporcie nic nie jest pewne. Prowadząc pięcioma golami na kwadrans przed końcem nic się wygrało. Przeciwnicy mają bardzo dobry, poukładany zespół. Oni wiedzą, jak grać. Walczyli do końca. Musimy zaakceptować to, że te mecze tak będą wyglądać. Płock zawsze będzie nas gryzł. Dla nas najważniejsze jest zwycięstwo. To motywujące do dalszej ciężkiej pracy. Do Kielc przywozimy historyczne trofeum, bo to nasz pierwszy Superpuchar. W konkursie siódemek mieliśmy zimniejszą krew – wyjaśniał Krzysztof Lijewski, drugi trener kieleckiego zespołu.

W zespole Industrii Kielce bardzo dobrze spisali się debiutanci. Aleks Vlah był motorem napędowym ataku. W pierwszej połowie dobrą zmianę dał mu Piotr Jędraszczyk. Przy karnych zimną krew zachowywał Piotr Jarosiewicz, a decydującą siódemkę wybronił Adam Morawski.

– Nowi zawodnicy weszli z przytupem. Zdali egzamin w na piątkę, bo przyczynili się do tego wspaniałego sukcesu – skomentował asystent Tałanta Dujszebajewa.

Sobotnie spotkanie było grane falami. Wypracowując przewagę, Industria Kielce grała niezłą piłkę ręczną.

–  Skupialiśmy się na sobie. Długimi fragmentami nasza gra wyglądała fajnie. Były jednak momenty, gdzie było za dużo szarpania. Płock to drużyna, która gra bardzo dobrze w obronie, więc nie zawsze będzie płynnie – tłumaczył Arkadiusz Moryto.

Kapitan reprezentacji Polski nie dokończył spotkania. Przy oddawaniu rzutu karnego poczuł ból w prawym barku, z którym miał problemy w poprzednich dwóch sezonach. Jak przyznał, skończy się tylko na lekkim strachu.

– Następnego dnia na pewno będzie okej. Teraz tak jest, że jeśli coś się tam naruszy, to potrzebuję jednego dnia odpoczynku. Na upartego mógłbym grać. Jednak, kiedy inni są zdrowi w stu procentach, to nie muszę. Rehabilitacja idzie w dobrym kierunku. Mój bark jest na tyle wzmocniony, że nawet jeśli coś chrupnie, to mięśnie wszystko trzymają. Czuję tylko lekki dyskomfort – tłumaczy Arkadiusz Moryto.

Przeczytaj także