Przeczytaj także
Polscy szczypiorniści stracili szansę na awans z grupy na mistrzostwach Europy. W niedzielę przegrali z Islandią 23:31. – Kiedy jednak zaczęliśmy grać bardziej nerwowo w końcówce pierwszej połowy, rywale wykorzystywali nasze błędy i odskoczyli na kilka bramek – powiedział Arkadiusz Moryto, prawoskrzydłowej reprezentacji Polski i Industrii Kielce.
Podopieczni Joty Gonzaleza musieli zapunktować, aby utrzymać szansę na awans. Zaczęli obiecująco. Rywali zaskoczyli wyższą, agresywną obroną. Podobnie jak w spotkaniu z Węgrami, ich zmorą były jednak błędy w ataku. Faworyzowani rywale w końcu odskoczyli. W drugiej części zbudowali większą przewagę, wykorzystując straty „biało-czerwonych” w grze siedem na sześć. Polacy zgubili piłkę aż 17 razy. Wynik mógłby być gorszy, gdyby nie dobra postawa Miłosza Wałacha w bramce. – To był bardzo podobny mecz do spotkania z Węgrami. W pierwszej połowie zagraliśmy bardzo dobrze, jeszcze lepiej niż wcześniej, zwłaszcza w obronie. Kiedy jednak zaczęliśmy grać bardziej nerwowo w końcówce pierwszej połowy, rywale wykorzystywali nasze błędy i odskoczyli na kilka bramek. Było trudno ich gonić po przerwie, a wariant 7 na 6 nam nie wyszedł. Islandia to bardzo dobry zespół, z bardzo dobrymi zawodnikami, który wie, jak grać. Robiąc tyle strat, co my, nie da się rywalizować z takim zespołem – tłumaczył Arkadiusz Moryto.
Tytaniczną pracę w obronie wykonywał Michał Olejniczaka, który długo grał jako wysunięty obrońca i starał się izolować środkowego rozgrywającego rywali. Środkowy Industrii Kielce sporo czasu spędził również w ataku.
– Bez wątpienia zespół z Islandii był lepszy. Rywale wykorzystywali nasze błędy. Trudno powiedzieć coś po takim spotkaniu. Znów zagraliśmy dobrą pierwszą połowę, byliśmy w meczu, a wykorzystując więcej sytuacji mogliśmy do przerwy być w okolicach remisu, ale nawet te trzy czy cztery bramki straty nie były straszne – tłumaczył Michał Olejniczak.
O emocjach w niedzielnym spotkaniu zdecydował początek drugiej połowy. – Karygodnie było to, że po przerwie od razu dostaliśmy od rywali kilka bramek z rzędu, a przewaga powiększyła się aż do ośmiu bramek. Brak mi słów. Jedyne, co mogę powiedzieć, to przepraszam w stronę naszych kibiców, bo staramy się zawsze grać jako zespół, chcemy grać lepiej, ale czegoś zabrakło i byliśmy słabsi. W trakcie przerwy rywale przeanalizowali naszą grę, system 5-1 w obronie z fantastycznym Tomaszem Gębalą w środku, więc musieli coś zmienić. Rywale wprowadzili siódmego zawodnika do ataku, co pokrzyżowało naszą obronę. O porażce zadecydował jednak nasz pośpiech i błędy – wyjaśniał „Olej”.
We wtorek, na pożegnanie z turniejem, Polacy zagrają z Włochami. Stawką będzie 3. miejsce w grupie. – To spotkanie będzie dla nas bardzo istotne. Niech nikt nie myśli, że, nawet jeśli stracimy szanse na awans, to czeka nas tylko mecz o honor. Dla nas będzie to mecz o wszystko, ponieważ zadecyduje on o rozstawieniu w eliminacjach do mistrzostw świata. Wyjdziemy na mecz bardzo skoncentrowani i damy z siebie wszystko. Obiecuję, że pokażemy, że umiemy grać i wygrywać, żeby kibice cieszyli się z chociaż jednego zwycięstwa – zakończył rozgrywający Industrii Kielce.
fot. Norbert Barczyk /PressFocus







