Zieliński: Marzenia poszły z dymem. Przyczyniliśmy się do tego sami - wKielcach.info - najważniejsze wiadomości z Kielc

Zieliński: Marzenia poszły z dymem. Przyczyniliśmy się do tego sami

Przeczytaj także

– Graliśmy mecz pucharowy z przeciwnikiem z niższej ligi. Nie powiem, że weszliśmy źle w to spotkanie, bo mieliśmy rzut karny. Paradoksem jest fakt, że minutę później prokurujemy rzut wolny, po którym tracimy gola. To kwiatuszek do kożucha. Uważam, że w naszych głowach zbyt łatwo zakiełkowało, że będziemy tutaj faworytem i wygramy bez względu na to, co będzie się działo. To było złudne – powiedział Jacek Zieliński, trener Korony Kielce po odpadnięciu z Pucharu Polski.

We wtorkowym ćwierćfinale Korona przegrała na wyjeździe z Ruchem Chorzów 0:2. Dwie bramki strzelił Jehor Cykało. Bohaterem pierwszoligowca został również Jakub Bielecki. 24-letni bramkarz wybronił dwa rzuty karne, które wykonywali Pedro Nuno i Martin Remacle. – Przeciwnikom gratuluję awansu. Myślę, że to dla nich fajna forma rehabilitacji po ligowej porażce z Wisłą. My mieliśmy marzenia, ale one poszły z dymem. Przyczyniliśmy się do tego sami. Kiedy nie wykorzystuje się dwóch rzutów karnych, to trudno o sensowne ogarnięcie. Próbowaliśmy, mieliśmy swoje sytuacje, ale niestety nic nie wpadło. Należy pogodzić się z porażką. Została nam bardzo ważna liga – wyjaśniał Jacek Zieliński.

Korona zmarnowała dwa rzuty karne. W ostatniej ligowej potyczce jedenastkę pewnie egzekwował Adrian Dalmau. Hiszpan był jednak dopiero trzecim do podejścia do karnego. – Przed spotkaniem była wyznaczona hierarchia. Pedro był pierwszy, drugi Martin, a za nimi Adrian. Ten drugi strzelił ostatnio zwycięskiego gola z Widzewem. Czasami mówi się, że karne są tylko dodatkiem, a dla nas jak się okazało były kluczem od sukcesu. Ten się jednak zepsuł – tłumaczył szkoleniowiec „żółto-czerwonych”.

Jeszcze przed drugim karnym, ale już przy wyniku 0:2, bardzo dobrej sytuacji nie wykorzystał Mariusz Fornalczyk. – Ciągle bardzo dużo z nim rozmawiamy. Ma dużą łatwość do stwarzania do sytuacji. Musi zacząć je wykorzystywać. Nie mam zamiaru go krytykować, ani potępiać w czambuł. Z boku jego okazja wyglądała prosto, ale on miał na sobie przeciwnika, który go lekko trącił. Rola Mariusza w drużynie jest bardzo ważna. Kiedy zacznie strzelać gole, to jego kwota na „transfermarkcie” pójdzie zdecydowanie w górę. On ciężko pracuje. Zagrał dobry mecz, szarpał. Gdyby było takich jedenastu Fornalczyków, to nie byłoby problemu ze zwycięstwem – mówił Jacek Zieliński, który na koniec przyznał, że jego podopiecznych tego wieczoru nie przerosła presja.

– Gdybyśmy sobie nie radzili z presją w takim spotkaniu, to powinniśmy wziąć się za sprzedaż pomidorów. Graliśmy mecz pucharowy z przeciwnikiem z niższej ligi. Nie powiem, że weszliśmy źle w to spotkanie, bo mieliśmy rzut karny. Paradoksem jest fakt, że minutę później prokurujemy rzut wolny, po którym tracimy gola. To kwiatuszek do kożucha. Uważam, że w naszych głowach zbyt łatwo zakiełkowało, że będziemy tutaj faworytem i wygramy bez względu na to, co będzie się działo. To było złudne. Zareagowaliśmy w przerwie trzema zmianami i męską rozmową. Zaczęło to przynosić efekty, ale znów dostaliśmy bramkę z niczego. Nie strzeliliśmy karnego, który mógł nas jeszcze poderwać. Nie można powiedzieć, że nie wytrzymaliśmy presji. Sami ją nakładaliśmy we wcześniejszych meczach. Ruch bardzo szanujemy, doceniamy. Wiedzieliśmy, że będą innym, bardziej zdeterminowanym zespołem niż z Wisłą. Uczulaliśmy na to chłopaków – zakończył.

W sobotę Korona zagra na wyjeździe ze Stalą Mielec.

fot. Michał Stańczyk

Przeczytaj także