Po porażce w Szczecinie, piłkarze Korony Kielce przygotowują się do kluczowego starcia z Arką Gdynia. Trener Jacek Zieliński podkreślił, że jego zespół ma coraz mniejszy margines błędu. Dodał, że w niedzielnym meczu styl gry schodzi na dalszy plan – liczą się wyłącznie trzy punkty i „walka o życie”.
Sytuacja w tabeli piłkarskiej ekstraklasy stała się dla kieleckiej Korony niezwykle napięta. Choć zespół wciąż utrzymuje cztery punkty przewagi nad strefą spadkową, ostatnia przegrana w doliczonym czasie gry sprawiła, że niedzielny mecz z Arką Gdynia urasta do rangi najważniejszego spotkania sezonu.
Porażka z Pogonią, poniesiona po golu w ostatniej akcji meczu, mocno odbiła się na psychice zawodników. Konstantinos Sotiriou nie gryzł się w język, opisując nastroje w szatni. – Kiedy przegrywasz w taki sposób, to zawsze jest wstyd i nie czujemy się z tym dobrze. Ale musimy zapomnieć o tym, co było i skupić się tylko na tym, co będzie – mówił cypryjski obrońca na przedmeczowej konferencji prasowej.
Stoper kieleckiego zespołu przyznał, że zespół czuł się przybity po meczu w Szczecinie, ale podkreślił, że Korona to zbyt dobra drużyna, by spaść z ligi.
Jacek Zieliński tonował nastroje dotyczące rzekomej „nerwowej atmosfery” w klubie, nazywając doniesienia medialne „wyssanymi z palca”.
Przyznał jednak, że morale po ostatniej porażce nie mogło być wysokie. – Jeszcze nie widziałem zespołu, który po przegranym meczu miałby morale w pobliżu 100 proc. To jest normalne. Ale minęło kilka dni i trzeba się podnieść. Na tym polega cały urok piłki, że po takim meczu jest szybko czas na rewanż – mówił trener Korony.
Największą bolączką kielczan w ostatnich czasie (zwłaszcza w pojedynkach z Zagłębiem i Pogonią) była obrona stałych fragmentów gry w końcówkach spotkań. W tych dwóch meczach Korona straciła w ten sposób aż cztery bramki.
Sotiriou upatruje przyczyn w braku skupienia. – To jest tylko i wyłącznie nasza wina, wina zawodników. Nie wiem do końca z czego to wynika. Być może trochę po prostu z braku koncentracji – zaznaczył stoper kieleckiej drużyny.
Zieliński odrzucił sugestie o słabym przygotowaniu kondycyjnym, wskazując raczej na aspekty mentalne i realizację założeń pod wpływem zmęczenia. Dodał, że problemem jest również brak „domknięcia” wyniku.
– Nie potrafimy domknąć meczu drugą bramką i to zaczyna być nasz problem. Okazuje się, że prowadzenie jednym golem jeszcze wiele nie daje – analizował szkoleniowiec
Sytuacja kadrowa przed niedzielą jest komfortowa – wszyscy zawodnicy są zdrowi i do dyspozycji trenera. Sztab szkoleniowy zapowiedział możliwe roszady w składzie, by znaleźć optymalne rozwiązanie, zwłaszcza na pozycjach „dziesiątek”, gdzie zawodnicy z jesieni poszukują formy. Zieliński wziął w obronę szwedzkiego pomocnika Simona Gustafsona, podkreślając, że winę za słabsze wyniki ponosi cały zespół, a nie pojedynczy gracze.
Arka Gdynia jest postrzegana jako „rywal niewdzięczny”, groźny w fazach przejściowych i stałych fragmentach gry. Mimo to w obozie Korony panuje pełna determinacja.
– My ten mecz chcemy, musimy wygrać i zadanie jest teoretycznie proste. Nie mamy wielkiego marginesu błędu. Każdy mecz musimy zagrać jak o życie – powiedział doświadczony szkoleniowiec.
– Cokolwiek się nie wydarzy, musimy zdobyć trzy punkty w niedzielę. Remis nie będzie dla nas dobrym rozwiązaniem – dodał Sotiriou.
W niedzielę na Kolporter Arenie nie należy spodziewać się „piłkarskich fajerwerków”, ale twardej walki o przetrwanie. Zieliński postawił sprawę jasno.
– Nas bardziej będzie się rozliczało za dorobek punktowy, niż za styl gry – zaznaczył.–
Niedzielny mecz Korony z Arką Gdynia rozpocznie się w Kielcach o godz. 12.15.








