Zieliński nie gryzie się w język: Trzeba pieprznąć w stół i powiedzieć, że ludzie na wozie VAR kompromitują się - wKielcach.info - najważniejsze wiadomości z Kielc

Zieliński nie gryzie się w język: Trzeba pieprznąć w stół i powiedzieć, że ludzie na wozie VAR kompromitują się

Przeczytaj także

 – Postawiliśmy się mocno rywalowi. Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Niestety, niewykorzystane sytuacje, a do tego kontrowersyjna sytuacja z faulem na Marcelu Pięczku nie dały nam gola – powiedział Jacek Zieliński, trener Korony Kielce po przegranym meczu w Poznaniu.

Korona uległa Lechowi 0:2. Znów świetne spotkanie przeciwko „żółto-czerwonym” rozegrał Patrik Walemark. Tym razem Szwed nie strzelił gola, ale zaliczył dwie asysty przy trafieniach Aliego Gholizadeha i Mikaela Ishaka. Gospodarze mieli przewagę, ale Korona może żałować, że nie wykorzystała żadnej ze swoich szans.

Duże kontrowersje wzbudza sytuacja z 36. minuty, kiedy Marcel Pięczek został „zdemolowany” przez Bartosza Mrozka. Sędzia Karol Arys odgwizdał faul wahadłowego Korony, który musiał opuścić boisko z powodu urazu żeber. Od razu został przetransportowany do szpitala na badania.

– Jeśli to prawda, że sędziowie VAR nie zareagowali na sytuację z Marcelem, to jest to kompromitacja. Chłopak jedzie do szpitala, ma złamane żebro, a tutaj wszyscy udają, że nic się nie stało. Przykro mi to mówić. Mogą mnie karać, mało będę się tym przejmował. Czasami trzeba pieprznąć w stół i powiedzieć, że ludzie na wozie VAR kompromitują się – nie ukrywał złości Jacek Zieliński.

– Wiem, że jesteśmy klubem słabszym, mniej medialnym, ale bez przesady. Takich rzeczy się nie robi. Ta sytuacja nie odwróciłaby może losów meczu, bo karnego trzeba jeszcze strzelić, ale skala trudności dla gospodarzy byłaby większa. Teraz dyskusje, że „może coś tam było” można rozbić o dolną część pleców – mówił w mocnych słowach trener Korony.

Jacek Zieliński był zadowolony z wielu fragmentów w wykonaniu jego zespołu. Zwrócił jednak uwagę, że Lech doszedł do sytuacji brakowych w zbyt łatwy sposób.

– W głowie siedzi mi każda porażka. W życiu chodzi o to, aby minusy nie zamazały plusów. Mimo wszystko, te drugie też po tym spotkaniu wyciągniemy. Oczywiście, przy straconych golach nie zachowaliśmy się jak trzeba. Stworzyliśmy jednak kilka sytuacji. W drugiej połowie był taki moment, w którym złapaliśmy Lecha i szliśmy akcja za akcją. Zabrakło dobrego wykończenia. Teraz cała mądrość polega na tym, aby wszystko przemyśleć i w następnym spotkaniu z Widzewem odrobić to, co straciliśmy w dwóch ostatnich meczach, a straciliśmy dużo – wyjaśniał szkoleniowiec „żółto-czerwonych”.

W sobotę na ławce rezerwowych usiadł Wiktor Długosz. W trójce ofensywnych zawodników zastąpił go Pedro Nuno.

– Chcieliśmy mieć w środku pola zawodników, którzy będą chcieli grać w piłkę. Nie tylko takich, którzy szybko biegają. Wiedzieliśmy, że Wiktor wejdzie, ale już na nieco rozluźnione szyki obronne. Kiedy formacje rozciągnęły się, to miał miejsce. W pierwszej połowie Pedro miał dwie stuprocentowe sytuacje. Dopóki jego intensywność była dobra, to wyglądało to nieźle. Później Wiktor dał bardzo dobrą zmianę – tłumaczył taki manerw trener „żółto-czerwonych”

Korona ma 33 punkty i zajmuje 13. miejsce. W przyszły piątek zagra u siebie z Widzewem Łódź.

Przeczytaj także