Przeczytaj także
Piątkowym meczem z Węgrami polscy piłkarze ręczni rozpoczną swój udział w mistrzostwach Europy. Karol Bielecki, wicemistrz świata z 2007 roku, podkreślił, że biało-czerwonych stać na awans do drugiej rundy, ale pod warunkiem, że zagrają na maksimum swoich możliwości.
Reprezentacja Polski w turnieju rozgrywanym w Szwecji, Norwegii i Danii trafiła do grupy z Węgrami, Islandią oraz Włochami.
Zdaniem Bieleckiego, aby myśleć o awansie, biało-czerwoni muszą nie tylko obowiązkowo pokonać Włochów, co wcale nie będzie łatwym zadaniem, ale przede wszystkim wygrać z kimś z dwójki faworytów. Słynny szczypiornista ocenił, że Węgrzy i Islandczycy są w zasięgu naszej reprezentacji, ale wymaga to perfekcyjnego przygotowania.– Musimy się wznieść na wyżyny swojego obecnego poziomu i zagrać naprawdę dobre mecze. Ostatecznie o sukcesie może zdecydować dyspozycja dnia liderów zespołu. Kwestia, żeby paru zawodników miało rzeczywiście dobry dzień – powiedział popularny „Kola”.
Ostatnie sparingi z Serbią, zakończone remisem i jednobramkowym zwycięstwem, wlały nieco optymizmu w serca fanów, choć odbyły się „za zamkniętymi drzwiami”.
Bielecki zachowuje jednak dystans do tych wyników. – To są mecze sparingowe, można nawet powiedzieć, że treningowe. Trudno oceniać formę polskiej kadry patrząc tylko na same wyniki. Spotkania o stawkę to zupełnie inna sprawa. Pierwszym prawdziwym sprawdzianem będzie spotkanie z Węgrami. Po nim dopiero będzie można powiedzieć, na co stać biało-czerwonych – zaznaczył były reprezentant kraju.
W 18-osobowej kadrze znajduje się czterech zawodników Industrii Kielce: Piotr Jędraszczyk, Piotr Jarosiewicz, Michał Olejniczak oraz Arkadiusz Moryto. Według Bieleckiego ich rola będzie kluczowa, gdyż są to już szczypiorniści z pewnym bagażem doświadczeń.
– Grają w reprezentacji od kilku lat, wiedzą, na jaki poziom trzeba się wznieść, żeby wygrywać mecze w turniejach tej rangi. Presja nie powinna ich paraliżować, a doświadczenie może być decydujące – dodał znakomity przed laty zawodnik.
Hiszpański trener Polaków Jota Gonzalez przed rozpoczęciem turnieju podkreślił, że największym atutem jego zespołu ma być defensywa. Bielecki zgadza się, że obrona i bramka to elementy, od których wszystko się zaczyna, jednak przestrzega przed zapominaniem o ofensywie, która w ostatnich latach była słabym punktem drużyny.
– Sama gra w obronie jest bardzo ważna, postawa bramkarzy również. Ale równie istotna jest skuteczny atak, bez popełniania prostych błędów. Warunkiem sukcesu jest odpowiednie połączenie tych wszystkich elementów – analizował zwycięzca Ligi Mistrzów z 2016 roku.
Jego zdaniem reprezentacja musi dążyć do bycia silniejszą w każdym aspekcie gry, by realnie liczyć na „fajne wyniki”.
Rozmowa o bieżącej formie kadry skłoniła Bieleckiego do szerszej refleksji nad stanem polskiej piłki ręcznej. Według niego doraźne sukcesy nie zastąpią fundamentów.
– Przede wszystkim musimy mieć system szkolenia z prawdziwego zdarzenia – mówił z ubolewaniem.
Zauważył, że o konieczności zmian mówi się w Polsce od 20 lat, a efektów wciąż nie widać, szczególnie w początkowym szkoleniu dzieci w przedszkolach i klasach 1-3 szkoły podstawowej.
– Bez solidnej bazy i przygotowania fizycznego najmłodszych trudno będzie o regularne dostarczanie talentów do pierwszej reprezentacji – zaznaczył.
Pytany o to, kto w tym roku sięgnie po tytuł, Bielecki wskazał na tradycyjne potęgi światowego szczypiorniaka. W jego zestawieniu faworytów od lat nic się nie
– Francuzi, Duńczycy, Hiszpanie to są zespoły, które są faworytami. W walce o czołowe lokaty tradycyjnie powinni też liczyć się Niemcy – ocenił.







