Moryto: Do karnych raczej nie będę podchodził - wKielcach.info - najważniejsze wiadomości z Kielc

Moryto: Do karnych raczej nie będę podchodził

Przeczytaj także

Arkadiusz Moryto zdradził, że w mistrzostwach Europy piłkarzy ręcznych raczej nie będzie wykonywał rzutów karnych. – Byłem etatowym egzekutorem, ale ciężko mi się je rzuca z urazem barku – przyznał skrzydłowy reprezentacji, która w piątek w szwedzkim Kristianstad w pierwszym meczu zagra z Węgrami.

Na początku listopada 2023 roku, w towarzyskim meczu z… Węgrami w Segedynie, Moryto nabawił się urazu barku lewej, rzucającej ręki. Kontuzja się odnawiała i ostatecznie okazało się, że niezbędny jest zabieg chirurgiczny, po którym zawodnika czekała długa, trwająca minimum pół roku przerwa. – Trzeba dokończyć ten sezon i wtedy, w czerwcu, przejdę operację. Staram się jednak o tym nie myśleć. Ze względu na mój bark mam pewne ograniczenia, ale jestem gotowy do gry – zapewnił.

Zawodnik Industrii Kielce przekazał, że unika rzeczy, które mu szkodzą, a przez ponad dwa lata, czyli od momentu kiedy problemy z barkiem się pojawiły, nauczył się, co mu nie służy. Szczególnie na siłowni.– Dogrywam ten sezon na tyle, na ile będę mógł. Mam świadomość przy jakich ruchach bark może wypaść, zatem ich unikam. Jeśli będzie w takiej kondycji, jak teraz, to wiem, że jestem w stanie pomóc zarówno w klubie, jak i kadrze. Biorąc pod uwagę moją sytuację, indywidualne osiągnięcia i statystyki w mistrzostwach muszę trochę odłożyć na bok i skoncentrować się na tym, czego potrzebuje drużyna. Żeby dawać jej to, co mogę – powiedział Moryto.

W połowie października pojawiła się informacja, że Moryto razem z klubowym kolegą Szymonem Sićko zawieszają grę w reprezentacji. Doświadczony skrzydłowy podkreślił, że nie podjął tak radykalnej decyzji, miał natomiast miejsce błąd komunikacyjny ze związkiem. – Nie do końca się porozumieliśmy. Chodziło mi o zgrupowanie, które wówczas zostało zaplanowane. Chciałem dać barkowi nieco odpocząć, bo minął miesiąc po wypadnięciu ze stawu. Poza tym miałem zaplanowane badania i właśnie one pokazały, że potrzebna będzie operacja – zaznaczył.

Absolwent SMS Gdańsk w ogóle nie rozważał, w przypadku odpowiedniego stanu zdrowia, rezygnacji z gry w mistrzostwach Europy.

– Z trenerem Jotą Gonzalezem nie było rozmowy, że nie chcę jechać na mistrzostwa. Przekaz był jasny i szkoleniowiec wszystko wiedział. Jeśli ze zdrowiem będzie ok, to jestem do dyspozycji, natomiast jeśli pojawią się problemy i bark będzie niesprawny, to nie będę zdolny pojechać na turniej. Na ten moment jest sprawny i mogę grać mniej więcej na maksymalnym poziomie – przyznał.

W piątek o godz. 20.30 w Kristianstad w pierwszym meczu biało-czerwoni zmierzą się z piątymi na ostatnim czempionacie Starego Kontynentu

Wierzę, że pierwszy mecz wiele nam ułatwi. Liczę, że uda się wygrać, bo mamy ku temu możliwości. Mamy zawodników na odpowiednim poziomie i jesteśmy bardzo dobrze przygotowani pod względem taktycznym. Węgrzy zapewne też będą, bo także mają świetnego hiszpańskiego szkoleniowca. Spodziewam się, że będzie to z naszej strony prawie perfekcyjne spotkanie, które zakończy się zwycięstwem – dodał.

W niedzielę Polacy zagrają z Islandią, a we wtorek, na zakończenie zmagań w grupie F, ich rywalem będą Włosi. Z każdej grupy do dalszej fazy awansują dwa najlepsze zespoły.

Według Moryty Islandia to również bardzo mocny zespół i wcale nie uważa, że jest słabsza od Węgier.

– Jeszcze z nią nie grałem, ale wiem, że jej zawodnicy występują w Bundeslidze, grają dynamicznie, bardzo szybko i fizycznie. To ich główne zalety. Z kolei Włosi to teoretycznie najsłabsza drużyna, jednak w ostatnich latach pokazywali, że nie można ich lekceważyć. Też grają bardzo dobrze, a ich zawodnicy są doświadczeni i występują w klasowych zespołach. Prezentują piłkę ręczną pełną pasji i oddania, są zmotywowani, aby odnieść zwycięstwo i ciężko się przeciwko nim gra – analizował.

28-letni skrzydłowy zalicza się do najstarszych, a także do graczy o największym reprezentacyjnym stażu. Z tego wynikają też dodatkowe powinności.

– Często rozmawiamy z trenerem o małych rzeczach, staramy się drużynę trzymać w jakiś ryzach, żeby to miało ręce i nogi, bo jesteśmy trochę starsi, aczkolwiek tak się nie czujemy. Zresztą w kadrze nie ma za wielu bardzo młodych zawodników. Są tylko młodzi i trochę starsi, generalnie jesteśmy w zbliżonym wieku. Wszyscy wiemy, w jakim celu tu przyjechaliśmy i do czego mamy dążyć. Liczę, że zagramy w następnych fazach turnieju – podkreślił.

Siłą reprezentacji ma być mocna obrona i wyjście z niej do szybkiego ataku, co umożliwi zdobywanie łatwych bramek.

– Mamy silnych oraz bardzo dobrych defensywnych zawodników i przy odpowiednim ustawieniu przez trenera jesteśmy w stanie skutecznie bronić. Są też szybcy gracze, którzy mogą później kontry finalizować. To moja ulubiona, a jednocześnie najłatwiejsza gra, bo nie trzeba się męczyć jak w ataku pozycyjnym. Mocna obrona, szybki atak, bramka i… bronimy dalej. Jestem zwolennikiem takiej gry, żeby skrzydłowi rzucali sobie z kontry – tłumaczył.

Zawodnik z reguły był w reprezentacji etatowym egzekutorem rzutów karnych, jednak podczas najbliższych mistrzostw nie będzie ich wykonywał.

– Karne raczej odpuszczę, bo ciężko mi się je rzuca z tym urazem. Jeśli zajdzie taka konieczność, jeśli ktoś nie trafi i nie będzie komu rzucać, to zapewne też stanę na siódmym metrze, ale rzuty karne sprawiają mi na ten moment ból i dyskomfort. Nie są one dla mnie tak proste, jak były przed kontuzją. Mam nadzieję, że po operacji to się zmieni i wrócę do regularnego rzucania. Mamy oczywiście zawodników, którzy potrafią w kadrze i klubie egzekwować karne, więc jestem spokojny, bo ufam chłopakom i wiem, że wykonują je super – zauważył.

Za faworyta mistrzostw uważa Danię. – W tym momencie jest to drużyna na bardzo wysokim poziomie i ma niesamowitego Mathiasa Gidsela. To także król strzelców ostatnich mistrzostw Europy oraz świata i znając życie również może sięgnąć po ten laur na najbliższej imprezie – podsumował Moryto.

fot. Norbert Barczyk / Press Focus

Przeczytaj także