– Właśnie w takich sytuacjach, gdzie czasami coś nie zadziała, ktoś zrobi błąd… jeden grał za drugiego, każdy sobie pomagał. Zaprezentowaliśmy się dobrze jako zespół – powiedział Jacek Zieliński, trener Korony Kielce po zwycięstwie w Łodzi.
Korona Kielce odniosła szóste zwycięstwo z rzędu z tym rywalem. Zaczęła źle, bo pierwsze 20 minut należało do gospodarzy, którzy potwierdzili przewagę trafieniem Steve Kapuadiego po rzucie rożnym. Kielczanie również odpowiedzieli stałymi fragmentami i dwoma trafieniami Morgana Fassbendera. Jeszcze w pierwszej połowie Niemiec mógł skompletować hat-tricka. W kolejnej części pojedynku „żółto-czerwoni” bardzo dobrze się bronili. – Zdawaliśmy sobie sprawę, że przyjeżdżamy na bardzo trudny teren. Po ostatnim zwycięstwie Widzewa w Białymstoku, nawet do jaskini lwa. Im dłużej trwał mecz, tym wyglądało to korzystniej dla nas. Początek mieliśmy do zapomnienia. Daliśmy się zaskoczyć po stałym fragmencie. Później było parę razy nerwowo. Uporządkowaliśmy grę. Dwie piękne bramki Morgana. Wielkie gratulacje dla niego. Nieoczywisty transfer, a okazuje się, że to jest to – przyznał Jacek Zieliński.
Chociaż Korona częściej broniła, to stwarzała groźniejsze okazje od rywali, których ratował ich bramkarz. – Mogliśmy zamknąć to spotkanie wcześniej. Bartek Drągowski utrzymał Widzew przy życiu. W końcówce było bardzo nerwowo. Tym większe słowa uznania dla chłopaków, że to dociągnęliśmy. Nie sztuka wygrywać, kiedy wszystko się układa. Właśnie w takich sytuacjach, gdzie czasami coś nie zadziała, ktoś zrobi błąd… jeden grał za drugiego, każdy sobie pomagał. Zaprezentowaliśmy się dobrze jako zespół – tłumaczył szkoleniowiec kieleckiej drużyny.
Korona wygrała szósty mecz z rzędu z Widzewem Łódź. – Jeszcze będzie się pisać prace doktorskie na temat tej serii… Ale nie przesadzajmy. Tak wychodzi. W ciągu dwóch lat odnieśliśmy sześć zwycięstw z Widzewem. Na tym liga się jednak nie kończy. Musimy kuć żelazo, póki gorące. Niech to będzie patent, ale przed nami kolejne mecze i one są najważniejsze – przekonywał Jacek Zieliński.
W sobotę w kadrze kieleckiego klubu zabrakło Simona Gustafsona, który wpadł ze względu na uraz mięśniowy. – Simon poczuł przywodziciel na jednym z treningów. Wydawało się, że to nic groźnego, ale nie było sensu go brać na spotkanie nie w pełni zdrowego. Mamy kilka dni do kolejnego spotkania. Byłem też optymistą przy Dawidzie Błaniku. Jego jednak dalej nie ma, więc tutaj też wstrzymam się z diagnozą – powiedział trener Korony.
Po raz pierwszy od początku w tym sezonie zagrał Martin Remacle, który został zastąpiony przez Nono. – Ta zmiana wynikała z tego, że zaczęliśmy przeciekać w defensywie. Nono dał świetną zmianę. Skład był przemeblowany. Staraliśmy się zagrać ofensywnie, szczególnie skrzydłami. Zadziałało. Co Morgan Fassbender robił z obrońcami, to szacun – skwitował Jacek Zieliński.
Po trzech rozegranych meczach Korona ma na koncie cztery punkty. W przyszłą sobotę podejmie na Exbud Arenie Motor Lublin.







