Tajemnice Kieleckiego Centrum Kultury

Tajemnice Kieleckiego Centrum Kultury

Czy wiecie, że budowa KCK trwała ponad 21 lat, a miała zakończyć się po 5? A wszystkie kable w instytucji mają długość około 42 tysięcy kilometrów, czyli więcej niż długość równika? Zapraszamy Was w podróż po wnętrzach Kieleckiego Centrum Kultury.

Budynek znajdujący się na Placu Moniuszki to niewątpliwie jeden ze skarbów kieleckiej architektury skrywający sporo tajemnic. Jego budowę rozpoczęto w 1975 roku. Co ciekawe bryła KCK miała być odwzorowaniem powstającego wtedy Teatru Muzycznego w Gdyni. KCK miał być gotowy w 1980 roku, ale wtedy wstrzymano prace z powodu kryzysu politycznego i gospodarczego. W  1992 roku oddano do użytku części „C” obiektu, gdzie znajduje się Sala Kameralna im. T. i I. Byrskich. Z kolei otwarcie dużej sceny nastąpiło na początku 1996 roku. Ostatecznie cały obiekt był gotowy w 2002 roku, czyli po ponad 21 latach budowy. 

Trzy kurtyny i kubeczki

Swoją wycieczkę zaczynamy 28 metrów nad poziomem sceny na stropie technicznych dużej sceny. Naszym przewodnikiem jest Tomek, który pracuje w KCK od 12 lat i zna każdy zakamarek budynku. 

Na stropie technicznym zawieszone są koła linowe, do których przymocowane są sztankiety. Zawieszane są do nich różne dekoracje. W tym miejscu są też zawieszone są trzy kurtyny: ozdobna, tłumiąca i ważąca 8,5 tony stalowa.

– Ta najcięższa to kurtyna przeciwpożarowa. Kiedy działoby się coś złego oddzielałaby scenę od widowni. Nie ma prawa przepuścić żadnego pożaru – tłumaczy nam Tomek. 

Dwa piętra niżej znajduje się tzw. sznurownia. Podczas spektaklów siedzą tutaj osoby odpowiedzialne za opuszczanie scenografii i innych elementów widocznych na scenie. Uwagę przykuwają kubki na niektórych dźwigniach hamulców, które unieruchamiają linę pociągawą (konopną). Jak zwolnimy hamulec to możemy pociągając właśnie liną konopną opuszczać lub podnosić sztankiet.

– Kubki są założone po to, żeby wiedzieć, że tych dźwigni nie obsługujemy. Na scenie wszystko dzieje się bardzo dynamicznie. Jest akcja i jedziemy, to są sekundy, więc trzeba uważać, żeby nie spuścić czegoś, co nie powinno się znaleźć na scenie – mówi Tomek. 

Sztankiety, które podtrzymają elementy  sceniczne mają nośność 300 kg, a każdy z nich wisi na 6 linach. Jedna lina konopna wytrzymuje 700 kg. Co ciekawe liny potrafią zmienić swoją długość w między zimowym a wiosennych okresem. 

Spore wrażenie robi na nas kolejne miejsce, do którego trafiamy. To swego rodzaju mostek nad widownią, gdzie znajduje się część oświetlenia sceny. 

„Na oklaski pracuje zespół”

Następnie schodzimy do centrum dowodzenia każdej imprezy. To miejsce inspicjenta, który odpowiada za koordynację oraz plan danego przedstawienia. Taka osoba czuwa m.in. nad połączeniem z akustykami czy oświetleniowcami. Uwagę zwraca panel sterujący elektrycznymi sztankietami, który jest w KCK od początku istnienia – Świetnie działa i jeszcze długo będzie działał – śmieje się Tomek. 


Potem trafiamy do pokoju akustyków obsługujących wydarzenie. Muszą być cały czas w gotowości i przez cały spektakl nie mają nawet chwili przerwy. Podobnie jak m.in.  oświetleniowcy.  W momencie kiedy jest przerwa na scenie, zawsze mają coś dodatkowego do zrobienia. To trudna praca, bowiem niekiedy wydarzenia trwają po kilka godzin. 

– Ludzie często nie zdają sobie sprawy ile osób pracuje przy jednym wydarzeniu. Przeważnie to gwiazda dostaje oklaski, ale brawa należą się wszystkich, którzy przygotowują i pracują przy danej imprezie – podkreśla Tomek

Kable dłuższe niż równik i nieużywane klimatyzatory

Schodzimy do podziemia budynku, gdzie znajduje się napęd obrotowy dwóch scen. Główna ma średnicę 15 metrów, a druga 5,5 metra. – Scena jest obsługiwana przez jedną linę, która nie ma końca i cały czas się przewija. Podobnie działają wyciągi narciarskie – wyjaśnia nasz przewodnik. 

Zarówno w tym pomieszczeniu jak i właściwie w całym budynku, uwagę przykuwają potężne wiązki kabli. Ponoć w całym budynku jest ok. 42 tysięcy kilometrów kabli. To o 2 tysiące więcej niż długość równika! 

Idąc dalej trafiamy do miejsca, gdzie są trzy ogromne zbiorniki wody. Każdy z nich ma po 5 tysięcy litrów wody. – To zbiorniki przeciwpożarowe. Na scenie są tryskacze i zraszacze połączone z tymi zbiornikami. Tryskacze są zakończone miękkim stopem podobnym do cyny, który przetapia się po osiągnięciu 60 stopni i leci woda i nie da się tego zatrzymać. Zraszacze włącza się elektrycznie i woda leje się z góry ale tym możemy sterować. – tłumaczy Tomek. 

Kolejny punkt naszej wycieczki to tzw. Mordor. Miejsce, gdzie wieje bardziej niż na naszym dworcu. Obok znajdujemy się w pomieszczeniu dokładnie pod popularną fontanną na Placu Moniuszki. To tutaj znajduje się cały obsługujący ją mechanizm. 

Nasze podziemne zwiedzanie kończymy w stacji klimatu, które miało odpowiadać za obsługę klimatyzacji w budynku. Są tam urządzenia,  które umieszczono podczas budowy obiektu.  W ciągu tych wszystkich lat pracowały przez… 25 godzin. – Podejrzewam, że to i tak były tylko testy – mówi nam Tomek. 

Na koniec naszej podróży wchodzimy do magazynów i kostiumerii. 

Foyer dużej i małej sceny

Akurat ta część budynku jest najbardziej popularna i doceniana za styl. Jednak mało kto zdaje sobie sprawę z ilości pracy, którą trzeba włożyć w utrzymanie roślinności w KCK. To kilkaset roślin, którymi zazwyczaj zajmuja się… dwie osoby, z czego jedna jest „mózgiem opieracji. 

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o