Tak radni tłumaczą propozycję podwyżki dla siebie. Tylko 3 z 25 nie poprze zmian [KOMENTARZE] - wKielcach.info - najważniejsze wiadomości z Kielc

Tak radni tłumaczą propozycję podwyżki dla siebie. Tylko 3 z 25 nie poprze zmian [KOMENTARZE]

Potwierdziły się nasze wtorkowe informacje ws. podwyżek diet dla kieleckich radnych. Sięgnie ona nawet 90 procent. Projekt popiera 22 z 25 radnych.

Przewodniczący Rady Miasta otrzyma dietę w wysokości około 4000 zł. Obecna kwota jego uposażenia wynosi ponad 2600 zł. Z kolei wiceprzewodniczący zarabiający na ten moment 2200 zł otrzymają po podwyżkach około 3600 zł. Kwota wynagrodzenia dla szeregowego radnego wzrośnie z 1450 zł do blisko 2800 zł, natomiast przewodniczący komisji, którzy zarabiają dziś 2000 zł, otrzymają 3400 zł. To podwyżka od 50 do 90 proc. Diety nie są opodatkowane.

Projekt został zgłoszony przez Jarosława Karysia z Prawa i Sprawiedliwości. Popiera go 22 z 25 radnych. Sprzeciwiają mu się: Kamil Suchański, Katarzyna Suchańska oraz Maciej Bursztein z klubu Bezpartyjni i Niezależni.

KOMENTARZE:

Kamil Suchański, przewodniczący klubu Bezpartyjni i Niezależni:

Koalicja łupienia kielczan staje się coraz bardziej zuchwała. Jesteśmy świadkami bezprecedensowego skoku na kasę w wykonaniu radnych. Koalicja radnych z ekipy Bogdana Wenty, Koalicji Obywatelskiej, Nowej Lewicy oraz Prawa i Sprawiedliwości, która dzierży władzę w kieleckim ratuszu, w ciągu trzech lat wprowadziła serię nieuzasadnionych podwyżek, które drenują portfele mieszkańców. Mówili, że tak trzeba ze względu na dramatyczny stan finansów miasta. Bogdan Wenta jak mantrę powtarza, że „pieniędzy nie ma i nie będzie”. Wciąż nabrzmiewają potężne problemy Kielc: z miasta uciekają młodzi ludzie, inwestorzy wolą budować swoje fabryki i zakłady w Morawicy, Jędrzejowie czy Ostrowcu Świętokrzyskim, bo u nas nie ma praktycznie skrawka terenu przemysłowego. Średnia pensja w Kielcach jest jedną z najniższych spośród wszystkich miast wojewódzkich.

Pracownicy ratusza nie widzieli znaczących podwyżek od lat. Odchodzą słabo opłacani fachowcy z merytorycznych wydziałów, co może skutkować tym, że za chwilę padnie cała szeroko pojęta branża deweloperska – chyba jedyna, która jeszcze napędza rozwój miasta. W tym kontekście pomysł podwyżek diet dla radnych brzmi jak siarczysty policzek wymierzony wszystkim kielczanom. Oburza mnie argumentacja ze strony zwolenników tego projektu.

Oni śmieją się mieszkańcom w oczy. Oczywiście, wszystkich nas dociska inflacja i wszyscy chcieliby większych wynagrodzeń. Ale proszę mi wskazać branżę, w której pensje poszły w górę o ponad 90 procent od 11.2018r (rozpoczęcie obecnej kadencji Rady Miasta – przyp. red.). To absolutny skandal. Jeśli radni żalą się na niskie diety, to oznacza wprost, że przyszli do Rady Miasta dla pieniędzy. Niestety dla wielu dieta nie jest rekompensatą strat poniesionych w pracy z tytułu wykonywania mandatu radnego, a tym dieta jest w założeniu, ale podstawowym źródłem zarobkowania. Oczywiście ja będę rekomendował mojemu klubowi Bezpartyjni i Niezależni głosować przeciw.”

Anna Kibortt, przewodnicząca klubu Projekt Wspólne Kielce:

„Zgodnie z ustaleniami na dzisiejszym konwencie 22 z 25 radnych popiera ten projekt. Nasz klub również popiera. Biorąc pod uwagę to, że jest to dostosowanie wysokości diet, dokładnie a nawet troszkę niżej niż diety w naszym sejmiku.

Przeprowadziliśmy analizę dotyczącą zarówno samej wysokości diet przed ewentualnym podniesieniem. Jak i po podniesieniu, bo właściwie niemal w każdym samorządzie już te zmiany się dokonały. Nasze kieleckie diety były zdecydowanie najniższe w miastach wojewódzkich i jedne z najniższych, jeśli nie najniższe, wśród miast podobnej wielkości. I chociażby porównywaliśmy z Radomiem, Częstochową, Rzeszowem. Nie mówiąc już oczywiście o większych miastach.

Nasze rozwiązanie, które teraz proponujemy, są analogiczne do rozwiązań przyjętych w tych samorządach. Czyli wprowadzenie jako procenta kwoty bazowej oraz – w przeciwieństwie do niektórych – w wypadku naszego samorządu, proponujemy wyższe kary niż były dotychczas. Za brak uczestnictwa, czy brak pracy na rzecz miasta”

Michał Braun, przewodniczący klubu Platformy Obywatelskiej:

„Uchwała jest efektem zmian regulacji krajowych i stawki, którą ustawa wyznacza jako punkt odniesienia. Obecnie radni otrzymają diety ustalone 5 lat temu i wtedy była na mniej więcej kwota minimalnej krajowej, a obecnie jest ona od niej dwukrotnie niższa. Radny, który nie ma dodatkowej funkcji w samej radzie, choćby w prezydium, otrzymuje 1450 zł miesięcznie (a w sierpniu nie pobiera diety). Trzeba również zwrócić uwagę, że idea samej diety polega na tym, że ma być to kompensatą utraconych zysków czy kosztów jakie ponosimy w związku z pełnioną funkcją. Wszyscy radni, biorą bezpłatne urlopy, aby uczestniczyć w komisjach czy samych sesjach. Ważnym czynnikiem jest także inflacja, co automatycznie podnosi koszty: dojazdów, spotkań – na to nie ma przecież dodatkowe budżetu. 

Kwota podstawowa zwiększa się, w stosunku do stawki ustalonej 5 lat temu ale nadal to 60% kwoty, która maksymalnie daje ustawa. Warto dodać, że propozycja zwiększa też kary finansowe za nieobecność na sesji czy komisji. Oczywiście zawsze możemy dyskutować czy to jest za dużo czy za mało, ale to zostawiam do oceny mieszkańców. Myślę, że w obecnej sytuacji drożyzny, wzrostu wynagrodzeń, pensji minimalnej czy inflacji korekta kwoty diet jest konieczna.”

 

Przeczytaj także