Bielecki o klubowej akademii: Krzyśków Lijewski czy Karolów Bieleckich jest dużo w naszym województwie. Kwestia, aby dać im szansę - wKielcach.info - najważniejsze wiadomości z Kielc

Bielecki o klubowej akademii: Krzyśków Lijewski czy Karolów Bieleckich jest dużo w naszym województwie. Kwestia, aby dać im szansę

Przeczytaj także

KS Iskra Kielce otwiera klubową akademię. Ta będzie działała niezależnie od stowarzyszenia KSS Kielce. W najbliższym czasie 21-krotny mistrz Polski będzie dążył do tego, aby w całym województwie powstało kilka ośrodków szkolenia najmłodszych. –  Mamy ambicję, aby dołożyć większą cegiełkę do rozwoju naszej dyscypliny – mówi Karol Bielecki, prezes KS Iskry Kielce w rozmowie z portalem wKielcach.info.

Damian Wysocki: – Kiedy objąłeś stanowisko prezesa, wspominałeś o tym, że twoim oczkiem w głowie będzie stworzenie klubowej akademii. Szybko przystąpiliście do czynów, bo już ruszył nabór do kilku roczników, skierowany dla dzieci od czterech do jedenastu lat.

Karol Bielecki: – Mamy swoje ambicje w tym obszarze i chęć, aby zrobić akademię po swojemu. Chcemy stworzyć zespoły również poza Kielcami. Drużyna mistrza Polski musi mieć swoje szkolenie na wysokim poziomie. Mamy pomysł na to, aby dzieciaki były dobrze zaopiekowanie, aby miały tak skrojone zajęcia, aby rodzice nie musieli szukać po całym mieście gimnastyki, motoryki, czy lekkiej atletyki. Na początek ruszamy z piłką ręczną, ale z biegiem czasu dołożymy kolejne zajęcia, które pozwolą uzupełnić treningi. Mamy ambicję, aby dołożyć większą cegiełkę do rozwoju naszej dyscypliny. Mając swoją akademię łatwiej będzie nam też rozmawiać ze sponsorami.

– Nie ma konfliktu między klubem a stowarzyszeniem, które do tej pory odpowiadało za szkolenie i klub z tego korzystał.

–  Czy korzystał. Myślę, że nie ma konfliktu. Bardziej chodzi o to, aby robić coś więcej niż robi to stowarzyszenie. Nikogo nie krytykuję i z nikim nie rywalizuję. Z władzami stowarzyszenia rozmawialiśmy nim ogłosiliśmy nabór. Chodzi o to, aby dołożyć swoją cegiełkę do szkolenia młodzieży. Im będzie więcej możliwości dla dzieciaków, będzie więcej zespołów, zaangażowanych trenerów, tym będą lepsze efekty. To jest nasze jedyne założenie. Kiedyś w Kielcach było mnóstwo zespołów. Było Słoneczne Wzgórze, szkolenie w Iskrze. Musimy wyjść też poza miasto. Będą mistrzem Polski odpowiadamy za rozwój dyscypliny w regionie, ale również w całym kraju.

– Jak będzie wyglądał system szkolenia. Zapisy skierowane są dla dzieci w wieku 4-11 lat. Wiemy, że kluczową rolę wśród trenerów będzie ogrywał Piotr Grabarczyk, który ze swoją żoną Kasią ma już spore doświadczenie z pracy z dzieciakami. Jak ma wyglądać reszta kadry?

– Kładziemy nacisk na to, aby trenerów, ale też wuefistów działających przy piłce ręcznej było jak najwięcej. To jest największy skarb, bo przy nich będą mogły uczyć się wszystkie dzieciaki, być odpowiednio wyławiane. Chcemy, aby nasze zespoły liczył maksymalnie 15 osób. Dzięki temu zajęcia będą mogły być intensywne. Chodzi o aktywne spędzenie czasu, podczas którego będą mogły uczyć się dyscypliny. Trenerzy będą mogli być w pełni zaangażowani. Chcemy stworzyć im takie warunki, aby im zależało, aby tworzyć grupy i je utrzymywać. Na razie dajemy Piotrkowi dowolność, aby dobrał swój zespół do pracy. W pełni mu ufamy. To doświadczony facet.

– Co z finansami? Jakby nie patrzeć to kolejne środki, które będą potrzebne w budżecie. Czy są już firmy, które będą chciały wejść w ten projekt?

– Cieszę się z przychylności władz samorządowych miasta Kielce i Urzędu Marszałkowskiego. Rozmawialiśmy z marszałek Renatą Janik i ona wyraża swoje wsparcie dla szkolenia młodzieży, aby budować charaktery najmłodszych w duchu sportu. Cieszę się z jej reakcji. Myliśmy również o tym, aby jak najwięcej pieniędzy, które rodzice będą płacić za zajęcia trafiało wprost do trenerów, żeby mieli motywację, aby prowadzić treningi. Chcemy stworzyć komfortowe warunki dla dzieciaków. Będziemy chcieli jak najczęściej organizować dla nich turnieje, żeby mogły rywalizować. Zależy nam na stworzeniu społeczności, która będzie żyła piłką ręczną.

– Jak ma wyglądać organizowanie akademii w regionie? W klubie wszystko będziecie mieć pod kontrolą, a jak będzie w innych miejscach?

– Pierwszym krokiem będą rozmowy z wójtem czy burmistrzem danych miejscowości lub miasteczek. Jeśli on udostępni halę i będzie chciał mieć akademię pod patronatem naszego klubu, to my zajmiemy się resztą. Wybierzemy trenera, wuefistę, który będzie szkolony w naszym klubie, będzie miał wskazywany materiał, który ma przepracować z dziećmi. Co kwartał będą spotkania, które będą weryfikowały jego pracę. Na bieżąco będziemy patrzeć na rozwój danych grup. Wszystko będzie odbywało się przy współpracy z Związkiem Piłki Ręcznej w Polsce. To musi być jeden system. Mam doświadczenie w tym zakresie. Po karierze, otwieraliśmy z chłopakami kilka fajnych akademii. Wszystko rozwijało się, ale pandemia zakończyła nasze zadania. Wiem, że jest to możliwe, że samorządowcy w mniejszych miejscowościach widzą takie działania u siebie. My chcemy dać doświadczenie.

– Wiemy, że jest mała liczebność dzieciaków trenujących piłkę ręczną.  Te akademie pozwolą wyłapywać więcej talentów?

– Jeśli tylko damy dzieciakom możliwość trenowania, to one będą to robić. Tutaj ogromną rolę będzie odgrywał trener. Wiem po sobie, że ci ludzie są kluczowi. U mnie olbrzymią rolę odegrał Ryszard Kiljański, który zachęcił mnie do piłki ręcznej. Jeśli zajęcia będą ciekawe, to dzieciaki będą chciały wracać. Marzę sobie również o tym, aby współpracować z akademiami piłki nożnej. Tu liczebność jest zdecydowanie większa. Jest potrzeba, aby te dzieci dywersyfikowały swój sport, żeby nie zamykały się na jednej dyscyplinie. Chodzi o jeszcze mocniejszy rozwój sprawności. Piłka ręczna jest sportem ogólnorozwojowym. Dla chłopców, którzy niekoniecznie dobrze pasują do piłki nożnej, mogliby sprawdzić się w handballu. Liczę, że tacy chłopcy czasami będą podsyłani do nas na trening, aby spróbowali się w innym sporcie. To może dać fajne rezultaty.

– Sam zaczynałeś jako piłkarz. Z kadry obecnego pierwszego zespołu długo piłkę trenował Aleks Vlah.

– Dobremu piłkarzowi nożnemu nie zaszkodzi, jeśli weźmie udział w zajęciach piłki ręcznej. Tutaj można niesamowicie poprawić sobie sprawność. Są też dzieciaki, które nie mają aż takiego talentu do nogi. Sam kimś takim byłem. Trafiłem jednak do innej dyscypliny i odniosłem duże sukcesy. Można to łączyć, można współpracować. Kto wie, że może ktoś odkryje swój talent. Liczę, że ta współpraca między poszczególnymi dyscyplinami w naszym mieście będzie rosła. Możemy wskazywać predyspozycję poszczególnych dzieciaków.

– W życie akademii mają być zaangażowani również zawodnicy pierwszej drużyny.

– Jeśli zasiejemy piłkę ręczną jeszcze mocniej w województwie, to przy dobrej komunikacji, zwróci nam się to w jeszcze większej liczbie kibiców na meczach. Mamy plan, aby nasza dyscyplina żyła w województwie. W pierwszej drużynie mamy świetnych zawodników, którzy są motywacją dla młodych ludzi, aby kiedyś być tacy jak oni. Na pewno będą wykorzystywani, aby pojawiać się na treningach, pokazywać, jak wygląda prawdziwy piłkarz ręczny, jaką jest osobą. To ma być inspiracja, na której chcemy bazować. Posiadanie takiej drużyny, to skarb. Musimy odciskać jeszcze większy wkład na naszą społeczność.

– Niektórzy rodzice mogą stanąć teraz przed dylematem, czy zostawić swoje dziecko w stowarzyszeniu, czy jednak przenieść je do klubowej akademii. Co im doradzasz?

– Wybór zostawiam rodzicom, co komu lepiej pasuje. Każdy będzie decydował sam. Jeśli stowarzyszenie robi dobrą pracę, to też warto tam być. My będziemy szli własną ścieżką. Na tyle, na ile będziemy mogli to zrobić dobrze, na tyle zostanie to zrobione. Chcemy, aby za kilka lat odczuł to pierwszy zespół w postaci swoich wychowanków.

– Pierwszy krok to postawienie na szkolenie najmłodszych. Kolejnym będzie dokładanie kolejnych roczników?

– Na pewno. Będziemy chcieli szkolić od najmłodszych do najstarszych. Będziemy chcieli kompleksowo zaopiekować się również juniorami i młodzieżowcami. Taki klub musi wykonywać taką pracę. Na to są i będą środki.

– W ostatnich latach dopływ wychowanków, ludzi stąd do pierwszej drużyny był znikomy. Czy rozpoczęta teraz praca w perspektywie kilku lat może to zmienić?

– Mocno w to wierzę. Dzieciaki i talenty są. Brakuje jednak miejsc, aby mogły się realizować. Do tego brakuje wuefistów, którzy mają tak olbrzymia pasję jak chociażby Eugeniusz Lijewski czy Ryszard Kiljański. Jeśli młodzi ludzie spotkają na swojej drodze takich fachowców, to na pewno będziemy mogli oglądać naszych wychowanków nie tylko w pierwszym zespole, ale również w Lidze Mistrzów. Wierzę, że Krzyśków Lijewski czy Karolów Bieleckich jest dużo w naszym województwie. Kwestia, aby dać im szansę.

– Dziękuję za rozmowę.

Przeczytaj także