Industria Kielce odniosła pewne zwycięstwo nad Energą MMTS-em Kwidzyn, chociaż sztab szkoleniowy może być zadowolony tylko z drugiej połowy. – Złapaliśmy rytm i zaprezentowaliśmy grę, którą chcielibyśmy oglądać częściej i dłużej – przyznał Kamil Siedlarz, drugi trener kieleckiej drużyny.
Industria Kielce w pierwszym superligowym występie w Hali Legionów wygrała 39:22. Do przerwy prowadziła 19:14. – Mimo, że prowadziliśmy pięcioma bramkami, to pierwszą połowę możemy uznać za niezbyt udaną w naszym wykonaniu. Długimi fragmentami fajnie broniliśmy, ale Kwidzyn zdobywał bramki. W drugiej części złapaliśmy rytm i zaprezentowaliśmy grę, którą chcielibyśmy oglądać częściej i dłużej. Nasza defensywa pozwalała na zdobywanie łatwych bramek w kontrataku – powiedział asystent Krzysztofa Lijewskiego.
Spotkanie przedwcześnie zakończył Piotr Jarosiewicz, który w brzydki sposób został zahaczony przez rywala przy wykańczaniu kontrataku i uderzył głową w parkiet. – Jest okej. Ruszam się, to jest najważniejsze. Nie wszedłem już na boisko, ale to ze względów bezpieczeństwa – przyznał lewoskrzydłowy, który ocenił również pojedynek. – Kiedy robiliśmy, co chciał trener, wszystko pięknie wychodziło. Kiedy ktoś o czymś zapomniał lub rozluźnił się, to były problemy – nie ukrywał reprezentant Polski.
Poniedziałkowy mecz z rozcięciem na policzku zakończył Kirył Rabczyński. Możliwe, że rozgrywający będzie wymagał szycia. W niedzielę Industria Kielce zagra na wyjeździe z Rebud KPR-em Ostrovią Ostrów Wielkopolski.








