Tałant Dujszebajew: zawsze będę kibicem Iskry - wKielcach.info - najważniejsze wiadomości z Kielc

Tałant Dujszebajew: zawsze będę kibicem Iskry

Przeczytaj także

Po 12 latach pracy Tałant Dujszebajew odszedł z Industrii Kielce. Legendarny trener w rozmowie z PAP podsumowuje swoje sukcesy, wspomina triumf w Lidze Mistrzów z 2016 roku i wyjaśnia powody rezygnacji ze stanowiska, wskazując na wstyd po braku walki zespołu w ostatnim meczu pucharowym.

PAP: Wielokrotnie podkreślał pan, że w Kielcach chce pracować do emerytury. Dzisiaj już wiemy, że życie napisało inny scenariusz.

Tałant Dujszebajew: Zawsze moim marzeniem było pracować przez całą swoją karierę trenerską w jednym klubie. Tak było z Ciudad Real. Gdyby ten klub istniał do tej pory, być może pracowałbym w nim nadal. Nie będę ukrywał, że gdy przychodziłem do Kielc, nie myślałem o tym. Ale kiedy poznałem to miasto, klub i jego kibiców, miałem w głowie jedno – tutaj chcę zakończyć swoją karierę. Wyszło jednak inaczej, niż to sobie zaplanowałem.

PAP: Kiedy obejmował pan funkcję trenera reprezentacji Francji, mówił pan, że praca w kieleckim klubie nadal będzie dla pana priorytetem. Co od tego czasu się zmieniło, że podjął pan decyzję, która zszokowała środowisko piłki ręcznej?

T.D.: Przy okazji meczu Ligi Mistrzów ze Sportingiem Lizbona rozmawiałem z moim menedżerem o swojej przyszłości. Mimo że miałem oferty z innych klubów, chciałem dalej pracować w Kielcach. Prowadziłem nawet z klubem rozmowy na temat przedłużenia umowy do 2031 roku. Ale wydarzenia ostatnich dziesięciu dni zmieniły wszystko.

PAP: Co wydarzyło się w tym czasie?

T.D.: Najpierw przegrany dwumecz Ligi Mistrzów z Pick Szeged, potem półfinał Pucharu Polski z Orlen Wisłą Płock (przegrany przez kielecki zespół 25:30 – PAP). Ten ostatni mecz był dla mnie prawdziwym wstydem. Po raz pierwszy w mojej karierze zespół, który prowadziłem, nie walczył. To jest też oczywiście moja wina. Powiedziałem to wszystko zawodnikom po spotkaniu. Ale to co wtedy wydarzyło się w szatni, musi tam pozostać. Jednak od tego momentu nasze drogi się rozeszły.

PAP: Jak na pana decyzję zareagowali zawodnicy? W mediach pojawiły się informacje o pana konflikcie z zespołem.

T.D.: Wiem, jest dziennikarz, który coś tam napisał: że wszyscy byli przeciwko mnie, nie chcieli iść na trening i tak dalej. Powiem tylko, że to obrażony dziennikarz, z którym od 2017 roku nie rozmawiam i nie odbieram od niego telefonów. Jeśli w ten sposób chce wyrównać ze mną rachunki, niech pisze, co chce. Ja z tym nie mam żadnych problemów. Wiele ludzi do mnie dzwoni i pyta czy zawodnicy byli przeciwko mnie. Na ten temat nie będę się wypowiadał. To co wydarzyło się w szatni, zostaje w szatni.

PAP: Pana pobyt w Kielcach to pasmo sukcesów, ale do legendy przeszedł już wygrany finał Ligi Mistrzów z 2016 roku z Telekomem Veszprem. Co pan myślał na kwadrans przed końcem meczu, kiedy kielecka drużyna przegrywała dziewięcioma bramkami?

T.D.: Kiedy wziąłem czas, powiedziałem chłopakom, że nie zasłużyli na to, aby przegrywać w taki sposób. Mówiłem im też, że są dla mnie bohaterami. Jak powalczą i przegrają trzema, czterema bramkami to będzie OK. To co później wydarzyło się na parkiecie było mieszanką cudu, szczęścia, ale i charakteru tego zespołu, który walczył do końca. Scenariusz był niesamowity. Doprowadziliśmy do remisu nie wykorzystując po drodze dwóch rzutów karnych. Później była dogrywka i zwycięskie karne.

PAP: Później jeszcze dwukrotnie graliście w finale Ligi Mistrzów, ale tam tego szczęścia wtedy chyba zabrakło?

T.D.: Zagraliśmy dwa fantastyczne mecze, być może nawet lepsze, niż to z Veszprem. Ale, jak pan powiedział, szczęście było po stronie Barcelony i Magdeburga. Wiele na ten temat możemy mówić, ale czasu już nie zmienimy. Fakt jest taki, że w 2016 roku wygraliśmy, a w 2022 i 2023 przegraliśmy.

PAP: Panie trenerze, jakie wspomnienia pan zachowa w związku z Kielcami i miejscowym klubem?

T.D.: Będzie ich bardzo dużo, nie tylko tych związanych z sukcesami sportowymi. Nigdy nie sądziłem, że będę pracował tutaj tak długo. Spędziłem tu dziewięć lat z moim synem Alexem, osiem lat z Danim. W Kielcach urodzili się moi dwaj wnukowie. Zawsze będę kochał ten klub i to miasto. Zawsze będę kibicem Iskry Kielce.

PAP: Ruszyła już giełda nazwisk, kto powinien pana zastąpić w klubie. Najczęściej przewija się nazwisko byłego pana podopiecznego, członka zwycięskiej drużyny z 2016 roku Urosa Zormana, trenera reprezentacji Słowenii i Slovana Lublana. Co pan sądzi o tej kandydaturze?

T.D.: Jeśli Uros zostałby trenerem kieleckiej drużyny, byłoby to dobre rozwiązanie. Myślę jednak, że do tego nie dojdzie. Trzeba patrzeć na wszystko realistycznie. Moim zdaniem najpierw szansę powinien dostać mój dotychczasowy asystent Krzysiek Lijewski. W tej chwili przygotowuje drużynę do decydujących pojedynków o mistrzostwo Polski. Powinien dostać czas na pokazanie swoich umiejętności. Wierzę, że mu się powiedzie.

x x x

Tałant Dujszebajew pracował w klubie z Kielc od stycznia 2014 roku, kiedy zastąpił Bogdana Wentę. Dwa lata później poprowadził „żółto-biało-niebieskich” do historycznego zwycięstwa w Lidze Mistrzów. Z kielecką ekipą łącznie zagrał pięć razy w Final Four, sięgając jeszcze po dwa srebra i jeden brąz. Bogatą kolekcję sukcesów uzupełnia dziesięć tytułów mistrza Polski, osiem krajowych pucharów, Superpuchar Polski i dwa brązowe medale klubowych mistrzostw świata.

Przeczytaj także