Przeczytaj także
– Bez odpowiedniego systemu szkolenia nie będzie wyników kadry – wskazał były reprezentant kraju Krzysztof Lijewski oceniając występ polskich szczypiornistów w mistrzostwach Europy. Były prawy rozgrywający, dziś drugi trener Industrii Kielce, mówi także o błędach z przeszłości, zmarnowanych szansach i systemowej zapaści.
Występ polskiej reprezentacji w ME przyniósł kibicom więcej rozczarowań niż nadziei. Choć porażki z Węgrami (21:29) i Islandią (23:31) można było racjonalnie wytłumaczyć wyższym poziomem rywali, to przegrana z Włochami (28:29) stała się symbolem głębszego kryzysu.
Turniej biało-czerwoni rozpoczęli obiecująco, bo z Węgrami prowadzili 2:0, ale później gra stanęła. Lijewski podkreślił, że kluczowym problemem było „karmienie przeciwnika własnymi błędami technicznymi”, a straty w prostych sytuacjach skutkowały zabójczymi kontrami rywali.
Podobny scenariusz zrealizował się w meczu z Islandią. Mimo bardzo dobrej pierwszej połowy i skutecznej obrony 5:1, z wysuniętym Michałem Olejniczakiem, w drugiej części spotkania powróciły stare demony.
– Błędy techniczne, błędy własne, wrzucanie piłki w trybuny bądź w kolana kolegi spowodowały, że szybcy Islandczycy bezlitośnie karcili naszą kadrę kontratakami – ocenił drugi trener Industrii Kielce.
Największy niedosyt pozostawił jednak mecz z Włochami. Choć w drugiej połowie system gry 7 na 6, wprowadzony przez trenera Jotę Gonzaleza, pozwolił Polakom objąć prowadzenie, o końcowym wyniku zadecydował błąd pozasportowy – zła zmiana.
Mimo ogólnie złego wyniku, wicemistrz świata wskazał na pewne aspekty, które funkcjonowały poprawnie. Jego zdaniem pozytywy można dostrzec w grze obronnej, choć i ona charakteryzowała się dużymi. – Po fragmentach rewelacyjnej gry, przychodziły minuty łatwych strat bramek – zauważył.
Były kadrowicz dobrą opinię wystawił również bramkarzom. – Do dyspozycji bramkarzy nie można się przyczepić. Miłosz Wałach i Jakub Skrzyniarz starali się bronić jak najlepiej i wydaje mi się, że zrobili dobrą robotę – ocenił.
Dodał, że polskim szczypiornistom nie można odmówić ambicji, bo zostawili na boisku dużo zdrowia i „serducha”. Zaznaczył jednak, że sama ambicja nie wystarczyła, by zniwelować braki w ataku pozycyjnym, który pozostawał piętą achillesową zespołu.
Analizując przyczyny porażki Lijewski podkreślił, że problemem polskiej kadry nie jest selekcjoner, który powinien mieć „zapewniony spokój i ciągłość pracy”. Jego zdaniem prawdziwa przyczyna tkwi w zaniedbaniach sprzed kilkunastu lat.
– Zawiodło szkolenie, a jeszcze wcześniej namawianie młodzieży do uprawiania tej dyscypliny sportu. Gdyby wiele lat temu to się udało, to myślę, że już w tym momencie byśmy mieli jakieś owoce – powiedział asystent Tałanta Dujszebajewa w kieleckim klubie.
Zaznaczył, że brak dopływu „młodej krwi” jest widoczny również w słabych wynikach kadr młodzieżowych na turniejach mistrzowskich.
– Dopóki proces szkolenia w szkołach mistrzostwa sportowego i klubach nie zostanie realnie poprawiony, trudno będzie oczekiwać od seniorskiej reprezentacji sukcesów na miarę tych z przeszłości – ocenił Lijewski.
Były zawodnik dodał, że obecnie polski handball znajduje się w punkcie, w którym zamiast o medalach musi myśleć o tym, jak uniknąć marginalizacji, bo takie drużyny, jak m.in. Włochy z roku na rok robią postępy dzięki grze swoich zawodników w dobrych klubach europejskich.








