Przeczytaj także
Korona Kielce przegrała trzeci mecz z rzędu. W okresie między przerwami reprezentacyjnymi zdobyła tylko trzy punkty. W sobotę przegrała przed własną publicznością z Radomiakiem 0:2. – Nie ma co ukrywać, że musimy wszyscy dać z siebie więcej, indywidualnie i jako zespół – przyznał Mariusz Stępiński, kapitan kieleckiej drużyny.
W sobotnim spotkaniu „żółto-czerwoni” mieli sporą przewagę. Nie wykorzystali jednak swoich kilku szans na otwarcie wyników. Radomiak zdobył dwie bramki po stałych fragmentach. – Oddaliśmy 37 strzałów. Masz słupek, drugi słupek, wybicia z linii. W drugą stronę, dwa stałe fragmenty. Nie można powiedzieć, że nie masz inicjatywy. Nie możesz powiedzieć, że nie przeważasz. Nie możesz powiedzieć, że nie kreujesz. Nie możesz powiedzieć, że nie walczysz. Przegrywasz 0:2. Jest to bardzo ciężkie. Suma szczęścia zawsze równa się zero w piłce. Wierzę, że tak będzie w naszym przypadku. Nie ma co ukrywać, że musimy wszyscy dać z siebie więcej, indywidualnie i jako zespół. Nie możemy szukać alibli, że atakowaliśmy, ale nie wpadło. Musimy działać lepiej, być bardziej skoncentrowanym w sytuacjach, w których tracimy gole i tych, w których możemy strzelić. Nie możemy przejść obok tego obojętnie – tłumaczył Mariusz Stępiński.
Kapitan Korony razi w ostatnich spotkaniach nieskutecznością. W spotkaniu z Radomiakiem również miał dogodne okazje do strzelenia gola. – Szczerze, pracuję cały czas tak samo. Jako doświadczony zawodnik nie mogę patrzeć, czy dzisiaj jest krytyka, czy ktoś mnie chwali. Wiem, kim jestem, jak pracuje i co mogę dać zespołowi. Dla mnie najważniejsza jest krytyka trenera, sztabu, dyrektora. Nic, poza tym się nie liczy. Staram się grać tak, jak zostanie nakreślone. Nie lubię gdybać. Fakty są takie, że przegrywamy z Radomiakiem po tym, jak przeważamy i kontrolujemy grę. Coś jednak nie zagrało. Każdy z nas musi włożyć te 10, 15 procent więcej. Musimy przeanalizować to, czego zabrakło – wyjaśniał szkoleniowiec kieleckiego klubu.
W okresie między przerwami reprezentacyjnymi Korona zdobyła tylko trzy punkty. Wliczając Puchar Polski, przegrała pięć meczów. Na przełomie listopada i grudnia drużynę czekają jeszcze cztery kolejki. – Musimy zachować spokój. Nerwowe ruchy w piłce nigdy nie są dobrym sprzymierzeńcem. Musimy też dać od siebie więcej. Liczę, że teraz solidnie popracujemy. W tym roku będzie do zdobycia 12 punktów. Będzie ciężko je wszystkie wywalczyć, ale po co wychodzić na boisko, jeśli w to nie wierzysz. Bez tego nie byłoby sensu. Po takim spotkaniu niełatwo mówi się o byciu konsekwentnym. Musimy jednak dalej pracować. Wiele drużyn przez nerwowe ruchy popadają w duże kryzysy. My z naszego chcemy wyjść jak najszybciej – zakończył Mariusz Stępiński.








