Przeczytaj także
O potrzebnych inwestycjach, pogodzie i jej wpływie na dostarczanie wody mieszkańcom, a także idei „miasta-gąbki” rozmawialiśmy z Henrykiem Milcarzem, prezesem Wodociągów Kieleckich. Wywiad został przeprowadzony w ramach cyklu podcastów PUNKT12.
Jak pogoda wpływa na Wodociągi? Jeszcze w lipcu mieliśmy do czynienia z ulewnymi deszczami, następnie przyszły bardzo ciepłe dni.
Mieszkańcy otrzymują produkt, który wydobywamy z wód podziemnych. Proces przenikania wody opadowej do zbiorników trwa od 3 do nawet 25 lat. Nie ma więc tutaj reakcji natychmiastowej. Nie ma sytuacji, że gdy nie pada, jest słońce, to od razu zaczynają się problemy. Mamy zbiorniki, gdzie woda gromadzi się przez lata. Przyznane zasoby wykorzystujemy na poziomie 52%, czyli pod tym względem jesteśmy bezpieczni. Jako miasto i obszary, gdzie świadczymy usługi. Natomiast opady sytuację poprawiają. Wiadomo, że biorąc z naczynia, bez uzupełniania go, wody może zabraknąć.
Przejdźmy do innego tematu. Jednym z miejsc, które realizuje ideę “miasta – gąbki” prace nie przebiegają gładko. Miasto rozkopane, ludzie narzekają, koszty idą w dziesiątki milionów. Czego możemy się nauczyć na takich przykładach?
Mądry człowiek uczy się na cudzych błędach. Sama idea jest dobra, tylko do jej realizacji prowadzą różne drogi. Dobre pomysły popychają świat do przodu. Pomysły muszą być jednak weryfikowane i “obudowane”. Mówiąc ogólnie, muszą być środki na ich realizację, muszą być też ludzie, którzy będą wszystko nadzorowali, muszą być wykonawcy. Sama idea nie wystarczy, choć ta akurat jest bardzo wartościowa. W Polsce od lat jest problem z zagospodarowaniem stanu wód. Powołano “Wody Polskie”, oni próbują wiele zdziałać w tym zakresie, ale tutaj jest potrzebna współpraca. Z rządem i instytucjami o charakterze ogólnopolskim, a także i być może przede wszystkim z władzami miast, gminami. Tam woda spada i tam ją trzeba w umiejętny sposób “przetrzymać” i wykorzystać.
Latem częściej słyszymy o skażeniu wodociągów, w różnych regionach kraju, groźnymi bakteriami. Nie dotyczy to Wodociągów Kieleckich. Co pan radzi kolegom wodociągowcom, żeby nie mieli takich problemów?
Koledzy wodociągowcy z reguły wiedzą, co powinno się zrobić. To jednak sprawa dotycząca możliwości. Duże podmioty, które działają w miastach wojewódzkich, czy też powiatowych, mają znacznie łatwiejszą sytuację we wdrażaniu inwestycji i nowych technologii. Natomiast w małych podmiotach środki trafiają raczej na rzeczy konieczne. Pieniądze są wydawane, gdy dochodzi do awarii. Nie ma inwestowania w przyszłość. Między innymi przez to, że to “rozdrobnienie” kiedyś nastąpiło, to małe podmioty nie miały szans na wykorzystanie ogromnych środków, które płynęły z Unii Europejskiej na infrastrukturę wodno-kanalizacyjną. My dobrze odrobiliśmy lekcję, bo na przestrzeni około 20 lat wykonaliśmy inwestycje za blisko miliard złotych. Przy czym sami włożyliśmy dużo pieniędzy w przedsięwzięcia, a od Unii uzyskaliśmy znaczący dodatek, uzupełnienie. Tylko gdyby pieniędzy z Unii nie było, to na wiele dużych zadań byśmy się nie porwali. Jest to więc dobrodziejstwo i kto miał warunki to o nie zabiegał. Jeśli zaś wokół firm były różne nastroje, zmiany personalne, nie skupiano się na unowocześnianiu, to tam są problemy.
PEŁNY WYWIAD DOSTĘPNY JEST W TYM MIEJSCU.








