– Zawsze staram się sięgać po najlepszych ludzi i najlepsze wzorce w szkoleniu i nie boję się sięgnąć po nie z Realu Madryt, Chelsea Londyn czy Sportingu Lizbona. Dlaczego? Bo sięgając po jedynie dostępną przeciętność, nigdy nie osiągnę celów, które sobie założyłem – mówi Marek Śledź, który od marca stoi na czele Akademii Korony Kielce.
58-latek ma za sobą sukcesy w piłce młodzieżowej, osiągane w akademiach Lecha Poznań, Rakowa Częstochowa, czy ostatnio Legii Warszawa. Jego otwarcie w Kielcach nie należy jednak do udanych. Trzecioligowe rezerwy wygrały tylko dwa mecze (ostatni przy solidnym wsparciu zawodników z pierwszego zespołu) i znajdują się w strefie spadkowej. Na czerwono palą się również drużyny grające w Centralnej Lidze Juniorów U-17 i U-19.
– Te pół roku powinniśmy podzielić na pierwsze trzy miesiące, które miały charakter audytorski, w którym starałem zapoznać się ze środowiskiem, klubem, istniejącymi warunkami i wartościami szkoleniowymi. Po prostu, z całą funkcjonującą organizacją szkolenia. Oczywiście, miałem świadomość tego, co chciałem uczynić wraz z rozpoczęciem nowego sezonu, więc te pierwsze miesiące wraz z dyrektorem Rafałem Matusiakiem wykorzystaliśmy także na procesy edukacyjne dla sztabu szkoleniowego – przyznał Marek Śledź, który inicjuje w akademii nową metodologię.
– Metodologia szkolenia i jej unifikacja to element kluczowy, z którego wynikają wszystkie kolejne działania. Tak więc wszystkie zmiany związane są przede wszystkim ze zrozumieniem interpretacji periodyzacji taktycznej, a w ślad za tym ze zmianą struktury jednostki treningowej, metodyki i form nauczania na wszystkich etapach szkolenia z wprowadzeniem zasad w makrotaktyce i mikrotaktyce. Zunifikowanie tego od fundamentu aż po strych jest bardzo dużym wyzwaniem. Wprowadzenie metodologii, która dotyka w tych samych obszarach szkoleniowych dziecka na poziomie U-10 i finalnie na poziomie seniora w drugim zespole, to dla wszystkich, którzy są konsumentami takiej metodologii jest w pierwszym okresie bardzo trudne – przyznaje nasz rozmówca.
Na razie wyniki osiągane przez drużyny akademii nie prezentują się najlepiej. – Na pewno wyniki sportowe, szczególnie na poziomie piłki jedenastoosobowej we współzawodnictwie centralnym, nie zadowalają nikogo, nas też nie zadowalają, ale musimy być świadomi tego, że procesy zmian są procesami bardzo trudnymi i długoterminowymi. Tych zmian, których jest dużo w organizacji, kulturze pracy, metodologii szkolenia, w personaliach nie należy nawet próbować oceniać po trzech miesiącach ich funkcjonowania. Z reguły tak jest i moje doświadczenie też temu towarzyszy, że ten pierwszy etap jest etapem regresywnym. W pierwszym roku w Rakowie, drużyna rezerw prawdopodobnie spadłaby z czwartej ligi. Ktoś tam się wycofał, utrzymaliśmy się. Po czterech latach funkcjonowania zespół awansował do 3 ligi i „bił się” o awans do drugiej ligi. W piątym sezonie drużyna CLJ U-19 zajęła historyczne dla siebie trzecie miejsce. Wszystkie zespoły grały na poziomie centralnym. Kiedy przychodziłem, nie było tam żadnej drużyny. W Legii np. w pierwszym sezonie po zainicjowanych zmianach szkoleniowych zespół U-19 bronił się przed spadkiem w CLJ U-19. W kolejnym roku zdobył mistrzostwo Polski, a ono towarzyszyło później przez trzy lata – opowiada Marek Śledź.
– Jak ktoś chce skorzystać to kieruję do wybitnego harwardzkiego profesora Johna Kottera, specjalisty od zarządzania zmianą. On bardzo jasno wskazuje jak bardzo złożony i trudny jest to proces. Ja staram się korzystać nie z beletrystycznej opowieści, ale z twardych danych, z wiedzy i nauki. Wprowadzając te zmiany w Akademii Korony także korzystałem i korzystam z teorii ośmiu kroków wspomnianego wyżej profesora. Mam pełną świadomość tego, że te wyniki chcielibyśmy, aby były lepsze. Każdy chce wygrywać. Jestem pewny, że do tego dojdzie, ale potrzebujemy na to czasu. Wiemy, że w polskiej piłce go czasami brakuje. Trzeba być cierpliwym i konsekwentnym. Nasze działania nie mogą zafunkcjonować w wymiarze krótkoterminowym. La Masię budowano 20 lat. Nie mówię o infrastrukturze, ale o koncepcjach szkoleniowych – wyjaśnia dyrektor kieleckiej akademii, który przyznaje, że dla niektórych zawodników adaptacja do metodologii jest dużym wyzwaniem.
– To metodologia rodem z Półwyspu Iberyjskiego, która zakłada bardzo wysoki poziom działań kognitywnych, bardzo wysoki poziom działań intelektualizacji procesu treningowego, intelektualizacji gry. Można powiedzieć, że wszystko zaczyna się w głowie, a nogi wykonują wszystko, co pomyśli głowa, ale czas jest dla nich trudny i potrzebujemy dużo cierpliwości – podkreśla Marek Śledź.
Drużyny klubowej akademii na starcie sezonu łączy jeden czynnik. Wszystkie tracą bardzo dużo bramek, średnio po trzy na mecz.
– Wspólnie z Rafałem Matusiakiem spodziewaliśmy się tego po tych pierwszych miesiącach audytu i doświadczeniach, które mamy bardzo bogate z rywalizacji zarówno w III Lidze jak i w juniorskich ligach centralnych. Dlatego pierwszy makrocykl, który przygotowaliśmy na pół roku pracy, poświęciliśmy na działania właśnie w fazie obrony. Widzieliśmy jaki duży deficyt stanowią u nas działania ochrony pola karnego, aktywności defensywnej w polu karnym, umiejętności realizacji pierwszego fundamentu w obronie, czyli powstrzymania, relacji w kontakcie z przeciwnikiem ku temu, żeby odebrać mu piłkę, nie tylko przerwać akcję, nie tylko wybić, czy nie tylko być tą osobą, która przeszkodzi mu w działaniu, ale skutecznie odebrać i być w posiadaniu piłki. Dzisiaj te działania, wprowadzone w zakres codzienności treningowej, stają się dużym wyzwaniem dla zawodników, wielu z nich nigdy nie było uczonych np. prawidłowego powstrzymania które jest działaniem indywidulanym, nie mówiąc już np. o asekuracji defensywnej która jest działaniem grupowym Stąd nawet, jeżeli podejmujemy pewne ryzyko działań indywidualnych, to to ryzyko często jest po prostu nieskuteczne, bo wymaga czasu, żebyśmy w procesie treningowym przygotowali zawodników do prawidłowych działań – wyjaśnia Marek Śledź, który jest przekonany, że niebawem drużyny zaczną regularnie zdobywać punkty.
– W obronie mamy dwie kluczowe formy: ilościowa i jakościowa. Jak przeanalizujemy te wspomniane stracone bramki to większość z nich tracimy z obszaru pola karnego i często np. po stałych fragmentach gry, to właśnie dowód na deficyty w obronie jakościowej, ale nie da się tego skorygować w procesie szkolenia w trzy miesiące. Nie mam wątpliwości. Niczego się nie obawiam. Wierzę, że utrzymamy wszystkie drużyny. Upływ czasu będzie dla nas upływem progresywnym – i dodaje:
– Musimy zwrócić uwagę na codzienność działania – codzienność, czyli to, co dzisiaj buduje projekt. To jest taka powtarzalność w wymiarze każdego treningu, każdego szczegółu. To nie jest tak, że można działać okazjonalnie, bo takie działania okazjonalne znamy z rynku, czyli ktoś zdobywa mistrzostwo Polski i potem przez trzy lata go nie ma, a w czwartym roku nie ma go w ogóle w takiej lidze. Jestem zwolennikiem tego, żeby miarą oceny systemu pracy, całej kultury pracy, była powtarzalność jego efektów w długiej perspektywie – kwituje.







