Zieliński: Decydowały cechy wolicjonalne. One były u nas na poziomie ponadnormatywnym - wKielcach.info - najważniejsze wiadomości z Kielc

Zieliński: Decydowały cechy wolicjonalne. One były u nas na poziomie ponadnormatywnym

Przeczytaj także

Korona Kielce pokonała Widzew Łódź 1:0, dzięki czemu zapewniła sobie utrzymanie w PKO BP Ekstraklasie. – Decydowały cechy wolicjonalne. One były u nas na poziomie ponadnormatywnym – przyznał Jacek Zieliński, trener kieleckiej drużyny.

Zwycięskiego gola dla „żółto-czerwonych” strzelił Dawid Błanik, który w 61. minucie popisał się kapitalnym uderzeniem z rzutu wolnego. Piątkowe starcie na wypełnionej Exbud Arenie było meczem walki. – Zrobiliśmy to, co do nas należało. Wygraliśmy mecz podwyższonego ryzyka. Mamy trzy punkty i utrzymanie. Chłopaki zagrali bardzo dobrze. Tak, jak sobie zakładaliśmy. Decydowały cechy wolicjonalne. One były u nas na poziomie ponadnormatywnym. Do tego świetna bramka Dawida. Było nerwowo. Nie ma, co się rozwodzić. Przed nami jeszcze jedno spotkanie, w którym możemy zapunktować – powiedział Jacek Zieliński.

Kielczanie od początku sporo biegali. W końcówce kilku zawodników miało problemy ze skurczami. – Jeśli chodzi o intensywność, to staraliśmy się zabiegać rywali. Wiedzieliśmy, że jeśli będziemy grali mocno, to oni mogą tego nie wytrzymać. W poprzednich spotkaniach tracili gole w końcówkach. Były obawy, że my nie damy rady. Niektórzy zrobili to nadludzkim wysiłkiem. Była nerwowa atmosfera, ale stanęliśmy na wysokości zadania. Zadaliśmy kłam infantylnym teoriom, że zawodnikom się nie chce. Jeśli ktoś tak uważał, to niech sobie zobaczy to spotkanie jeszcze raz – wyjaśniał Jacek Zieliński, który odniósł piąte zwycięstwo z Widzewem podczas pracy w Kielcach.

Kapitalną energię do drużyny wniósł Nono, który zaczął w pierwszym składzie. – Nono był cichym bohaterem. Wykonał kawał roboty. Ona jest nie do przecenienia. Widziałem, jak wyglądał na treningach. Jego taki mecz nie przerósł. Postawiłem na chłopaków, którzy są zaprawieni w bojach. Wytrzymali ciśnienie. Ono tutaj wywaliło poza skalę – tłumaczył szkoleniowiec Korony, który po końcowym gwizdku wykonał… fikołka.

– On mi nie wyszedł, bo się poślizgnąłem. Nie wziąłem poprawki na śliskie boisko – zakończył doświadczony trener.

Przeczytaj także