– Zdaje sobie sprawę z tego, że nie pokazaliśmy stylu najwyższej klasy, ale byliśmy skuteczni. Zagraliśmy odpowiedzialnie i konsekwentnie, być może z dużą dozą szczęścia. Strzeliliśmy gola. Nie daliśmy się złamać tej gorącej atmosferze – powiedział Jacek Zieliński, trener Korony Kielce po pucharowym zwycięstwie z Widzewem Łódź.
W środowym meczu pierwszej rundy „żółto-czerwoni” wygrali w Łodzi 1:0. W 73. minucie na listę strzelców wpisał się Daniel Bąk, który wykorzystał dośrodkowanie Konrada Ciszka. Obaj zawodnicy pojawili się na boisku kilka chwil wcześniej. Kielczanie zagrali bardzo dobrze w obronie, której dyrygował duet Slobodan Rubezic – Ariel Mosór. – Jako komentarz zacznę od słów, które powiedziałem chłopakom na odprawie w hotelu. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że puchary są nie po to, aby je grać, ale żeby je wygrywać. Zdaje sobie sprawę z tego, że nie pokazaliśmy stylu najwyższej klasy, ale byliśmy skuteczni. Zagraliśmy odpowiedzialnie i konsekwentnie, być może z dużą dozą szczęścia. Strzeliliśmy gola. Nie daliśmy się złamać tej gorącej atmosferze. Świetna zmiana naszej młodzieży. Gramy dalej. To pierwsza runda. Jeszcze nic nie wygraliśmy. U nas cały czas jest pokora i chęć pójścia krok po kroku do przodu – wyjaśniał Jacek Zieliński.
Doświadczony szkoleniowiec nie ukrywał, że potrójna zmiana po upływie 70. minuty była wkalkulowana. – Liczyliśmy się z tym, że niektórzy nasi zawodnicy, którzy grają od deski do deski, jak Fassbender, Stępiński, czy Remacle będą gaśli. Dlatego była szykowana potrójna zmiana, w tym młodych wilczków. Chcieliśmy tak zareagować. W sobotę gramy kolejny mega ważny mecz z Wisłą. To nie była rotacja, ale chcieliśmy niektórym zaoszczędzić trochę zdrowia – tłumaczył Jacek Zieliński.
Dla Daniela Bąka to pierwszy gol w seniorskiej drużynie Korony. – To trafienie smakowało wybornie. W końcu udało się, kamień spadł z serca. Oczywiście, w końcówce był niepokój, bo cofnęliśmy się, a Widzew miał sytuacje. Daliśmy radę. Taka jest rola napastnika. Kiedy ma okazję, to musi być w sieci. Wiedziałem, że będę musiał mocno pójść na taką piłkę, bo drugiej mogło już nie być. W szatni było głośno i radośnie, ale teraz w głowach mamy już tylko misję „Wisła” – tłumaczył młody napastnik.
Korona gra dalej w STS Pucharze Polski, a z rywalizacji odpadło już kilka ekstraklasowych drużyn. To nie oznacza, że dalej będzie łatwiej. – Każdy ma marzenia, każdy chce dostać się na Narodowy. Na razie jedziemy tam tramwajem, może później przesiądziemy się w coś szybszego – zakończył z humorem Jacek Zieliński.
Sobotni, ligowy mecz z Wisłą Kraków na Exbud Arenie rozpocznie się o godz. 17.30.
fot. Paula Duda







