– To olbrzymie rozczarowanie. To był ważny mecz z wielu względów. W moim odczuciu, stworzyliśmy wiele sytuacji. Znów nie byliśmy skuteczni w polu karnym przeciwnika. Znów byliśmy nieskuteczni przy bronieniu stałych fragmentów. Gdybym miał użyć jednego słowa, to wszyscy czujemy duże rozczarowanie – powiedział Robert Kolendowicz po przegranym meczu z Radomiakiem.
Dla „żółto-czerwonych” to trzecie potknięcie z rzędu. Przez większość sobotniego spotkania mieli dużą przewagę. Stworzyli wiele sytuacji, oddali aż 37 strzałów. W rzutach rożnych mieli przewagę 20:3. Piłka nie mogła jednak znaleźć drogi do siatki. Radomiak zdobył oba gole po stałych fragmentach. Na listę strzelców wpisali się Filip Koperski i Jan Grzesik. – Dużo widziałem w piłce nożnej, to takiego obrotu spraw dawno nie widziałem takiego meczu. Mieliśmy wszystko, aby otworzyć wynik i kontrolować spotkanie. Bardzo często znajdowaliśmy drogę w pole karne, byliśmy w miejscach, po których powinny padać strzały. Musimy być skuteczniejsi. To dotyczy też bronienia – nie ukrywał szkoleniowiec Korony.
Kielczanie ponownie stracili bardzo łatwo gole. – Nie możemy pozwolić, aby zawodnik tak swobodnie wbiegał w naszą linię. Można przegrać pierwszą piłkę, ale musimy złapać drugiego przeciwnika. Przy drugim golu skracaliśmy pole, ale niewystarczająco. Straciliśmy bramki w łatwych sytuacjach. Zasady przy bronieniu są jasne dla wszystkie. Musimy na to odpowiednio zareagować – wyjaśniał szkoleniowiec.
Robert Kolendowicz odniósł się również do zarzutu, że jego drużyna wyglądała jak „zbieranina”. – Nie wyglądaliśmy jak zbieranina. To mocne słowo i nie na miejscu. Widziałem zespół i zawodników, którzy walczyli i chcieli wygrać. Nie zrobili tego z wyżej wymienionych powodów. Mamy dwa tygodnie na pracę. Zobaczymy, w jakim będziemy stanie. Camilo Mena wróci późno z reprezentacji. To może być już jedna zmiana. Nie dostrzegam problemów systemowych, w ustawieniu, ale w indywidualnych momentach w meczu – przyznał Robert Kolendowicz.
Przed Koroną dwutygodniowa przerwa reprezentacyjna. – Przerwa będzie wyzwaniem. Będziemy mocniej pracować. Nie schowamy głów w kolana. Widzę złość w chłopakach. Zrobiliśmy dużo, aby wygrać. Wiele rzeczy robiliśmy w sposób zaplanowany, znajdowaliśmy drogę w pole karne, ale zabrakło finalizacji. Kolejny temat, to nasze stałe fragmenty gry. Znów mieliśmy ich bardzo dużo. Nie korzystamy z tej wartości. W grze dużo się zgadzało, ale w liczbach nic – tłumaczył trener Korony i zaznaczył, że wierzy w szybką poprawę.
– Moje wejście w drużynę jest trudne. Nie takie jak sobie marzyliśmy. Wynikowo nie jesteśmy skuteczni. Chcemy pracować, poprawiać się. Wierzę, że wykorzystamy najbliższy czas i będziemy bardziej efektywni. Przechodzimy przez burzę, ale liczymy, że wyjdzie po niej słońce – zakończył.







